-Shota, zimo mi.- Poskarżyłem się, czując jak po moim ciele przeszły dreszcze z zimna. Okrywając się jeszcze bardziej kołdrą, wtuliłem się w ciało chłopaka, aby choć trochę zrobiło mi się cieplej.
-Nie marudź.- Mruknął tuż przy moich ustach, mocno mnie do siebie przytulając. Czekałem aż mnie pocałuję, jednak on nie miał takiego zamiaru, sądząc po tym jak się ze mną droczył.
-No dalej.- Jęknąłem przeciągle marszcząc lekko swoje czoło.- Pocałuj mnie idioto.- Mruknąłem dzięki czemu w końcu to zrobił, powodując, że po kilku minutach mi jak i jemu zrobiło się znacznie cieplej, a nasze oddechy nieco przyśpieszyły.
Po chwili mój chłopak kompletnie mnie zaskoczył, biorąc mnie na ręce. Wyciągnął mnie z ciepłego łóżka, z czego nie byłem zadowolony, ale ciekawość na chwilę to przysłoniła. Położył mnie na białym puchatym dywanie, po chwili przynosząc wszystkie poduszki jakie znajdowały się na łóżku, oraz kołdrę. Wszystkie poduszki położył tuż przy łóżku, a kołdra po chwili okrywała nasze ciała. Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech, gdy dzięki ogniowi jaki płonął w kominku, było mi znacznie cieplej.
-Lepiej ?- Spytał, a ja w odpowiedzi pokiwałem głową.
-Ale mogłeś trochę poczekać.- Odparłem.- Sytuacja by się trochę rozkręciła, a nam nie byłoby ciepło, tyko duszno.-Szepnąłem patrząc na niego z cwanym uśmieszkiem. Na moje słowa jedynie pokręcił głową, pochylając się nade mną.
-Mój ty erotomanie.- Mruknął całując mnie krótko w usta, po chwili powtarzając ten ruch, aż w końcu nieco przedłużyliśmy nasz pocałunek. Patrząc mi prosto w oczy, jedną ręką trzymał mnie za policzek, a drugą obejmował mnie a pasie abym był najbliżej jego ciała. Całowaliśmy się co chwilę z dobrą godzinę, aż w końcu zaczęliśmy rozbierać siebie nawzajem. Oczywiście to wszystko doprowadziło do tego, że zaczęliśmy uprawiać namiętny i powolny seks. Było mi niesamowicie gorąco, a spocone ciało Shoty leżące pode mną wręcz lśniło w blasku ognia z kominka.
-Adam.- Jęknął.- Już dłużej nie wytrzymam.- Mruknął obejmując mnie mocniej w szyi z czego skorzystałem zaczynając składać na niej mokre pocałunki. Wystarczyło tylko kilka chwil, aby przez nasze ciała przeszedł ten przyjemny paraliżujący dreszcz.
-Jak zwykle w pełni mnie Pan zadowolił.- Wysapał i złapał mnie za policzki uśmiechając się do mnie szeroko.
-Jesteś niemożliwy.- Szepnąłem całując go krótko w usta, po czym powoli z niego wyszedłem kładąc się tuż obok. Od razu przytuliłem go do swojej klatki piersiowej, kładąc wygodnie swoją brodę na czubku jego głowy.
-I co ? Jest Ci teraz niesamowicie gorąco ?- Spytał patrząc na mnie z tym swoim uśmiechem.
-Niesamowicie.-Szepnąłem i pocałowałem go w głowę by po chwili zaśmiać się z jego jak i moich słów i pacnąć go lekko w głowę. Między nami zapadła cisza, co sprawiło, że zmęczenie mnie dopadło,a oczy same się zamykały. Wtulając się bardziej w chłopaka po chwili zasnąłem jak małe dziecko.
Budząc się, otworzyłem powoli swoje oczy rozglądając się po sypialni. Za oknem nie było już śladu po straszliwej burzy, a obok mnie zabrakło mi ciepłego ciała chłopaka. Głośno ziewając wstałem z dosyć twardej podłogi idąc w kierunku łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic i ubrałem się w swój ciemno czerwony szlafrok. Wychodząc z sypialni swoje kroki skierowałem od razu do kuchni, bowiem już w sypialni dało się wyczuć wspaniałe zapachy. Mogłem się tylko domyślać, że to zasługa Shoty i jego nieziemskich naleśników.
Moje przypuszczenia okazały się słuszne, gdy wszedłem do kuchni, zobaczyłem swojego chłopaka jak z wielkim uśmiechem na twarzy obracał kolejnego naleśnika nucąc coś pod nosem. Nie miałem zamiaru ujawniać swojej obecności, dla tego oparłem się o lodówkę śledząc wzrokiem każdy ruch Shoty. Z mojej twarzy także nie schodził uśmiech patrząc jak przyrządza dla nas śniadanie. Po chwili zaczął lekko kołysać swoimi biodrami w rytm muzyki którą on tylko znał. Chciało mi się śmiać jednak siedziałem cicho zakrywając sobie usta dłonią.
Po kilku minutach, gdzie zdążył upiec kilka naleśników, znacznie się rozkręcił zaczynając coraz to odważniej tańczyć. Było strasznie ciężko siedzieć cicho, jednak jakoś dawałem radę próbując się wybuchnąć śmiechem. Mimo wszystko musiałem przyznać, że tancerzem to on kiedyś mógłby zostać. Nie przestając tańczyć i smażyć naleśników jednocześnie zaczął coraz to odważniej śpiewać, aż w końcu mogłem usłyszeć w pełni jego śpiew, anie tylko zwykłe nucenie pod nosem.
W momencie, gdy z jego ust wydostały się pierwsze słowa nie znanej mi piosenki po moim ciele przeszedł dreszcz, a ochota śmiania się z jego wygłupów odeszła w zapomnienie. Miał niesamowity głos i byłem pod wielkim wrażeniem. Nie dziwiłem się dla czego tak bardzo chciał pójść do szkoły muzycznej. Sądzę, że tam wiele drzwi byłyby otwarte tylko dla niego.
Wpatrując się w niego i słuchając jego śpiewu na moment gdzieś odleciałem nie kontaktując co się wokół mnie działo. Liczył się tylko on i ta chwila. Dopiero, gdy przestałem słyszeć jego głos, zszedłem na ziemie zdając sobie sprawę po paru sekundach, że Shota przyłapał mnie na tym, że go podglądałem. Jego twarz była cała czerwona, a naleśnik którego z pewnością chciał przewrócić na drugą stronę w powietrzu spadł na podłogę.
Na nowo zachciało mi się śmiać i tym razem nie powstrzymywałem się tylko wybuchnąłem śmiechem patrząc na nieco przerażoną minę Shoty.
-Ile z tego widziałeś ?- Spytał od razu patrząc na mnie z dużymi oczami. Opanowując się trochę podszedłem do niego i zabrałem mu patelnie z ręki kładąc ją na gazówkę przy okazji wyłączając ją. Następnie podszedłem do niego i pocałowałem go lekko w usta przytulając do swojej klatki piersiowej.
-Muszę z przykrością stwierdzić, że widziałem wszystko, ale nie martw się to był najlepszy występ jaki do tej pory widziałem.- Powiedziałem jeszcze trochę się śmiejąc z tego jak bardzo przejął się tym, że widziałem jak potrafi wywijać swoim tyłeczkiem.
-Tyle dobrego.-Powiedział cichym głosem, po chwili sam śmiejąc się ze swojej głupoty.- Chociaż Ci się podobało no i w końcu zjemy te naleśniki.- Przyznałem mu rację przypominając sobie dzień w którym to Shota spalił je przeze mnie i w końcu poszliśmy na miasto coś zjeść. Pomagając mu, po paru minutach usiedliśmy przy stole koło siebie zaczynając wcinać naleśniki. Były genialne i nie mogłem się oprzeć, gdy sięgałem chyba po dziesiątego z kolei.
-Niebo.- Powiedziałem z pełną buzią, delektując się ich świetnym smakiem. Zwłaszcza, że były z czekoladą.
-W domu nie nauczyli Cię, że z pełną buzią się nie mówi ?- Na jego słowa przekręciłem teatralnie oczami. Skarcił mnie niczym mama swoje dziecko, gdy te nie przyszło na czas do domu.- I jeszcze jeść nie umiesz.- Stwierdził, gdy poczułem jak strużka czekolady utorowała sobie drogę z kącika moich ust aż do brody. Wziął serwetkę i zaczął mnie wycierać, gdzie w między czasie zdążyłem przeżuć ugryziony kawałek. Patrzyłem na niego z lekkim uśmiechem, gdy ze skupieniem wycierał czekoladę z mojej twarzy. Kierując swój wzrok na mnie a nie na czekoladę sam uśmiechnął się przestając mnie wycierać.
-Mój bludasek.- Powiedział przesłodzonym głosem tarmosząc mnie za policzki jak to babcie mają w zwyczaju robić to swoim wnukom. Zaśmiałem się głośno, jednak będąc lekko podirytowany tym gestem odchyliłem nieco głowę w tył tym samym uwalniając się od jego rąk.
-Nie śmiej się ze mnie. Wiesz, że kocham jedzenie, a zwłaszcza twoje.- Pomimo tego, że jestem chudy jem więcej niż mogłoby się wydawać.
-Tak, tak wiem o tym.- Przyznał mi rację z dumą, że potrafi gotować.
-I nie rób tego więcej !- Ostrzegłem go masując swoje policzki, które mnie nieco bolały.
-Dobrze już nie będę. Choć tu do mnie jakoś ci to zrekompensuje.- Powiedział po czym przysunął mnie do siebie zaczynając całować moje policzki schodząc nieco w dół pocałunkami na moją szyję.
-Mmm.- Mruknąłem cicho z przyjemności jaką mi dawał, zamykając na chwilę swoje oczy. Jednak ten błogi stan nie trwał długo bowiem rozległ się dźwięk telefonu Shoty. Jęknąłem niezadowolony, a chłopak śmiejąc się pocałował mnie krótko w usta idąc w stronę telefonu, który dzwonił niemiłosiernie na blacie kuchennym. Odebrał połączenie, jednak po kilku słowach jego rozmówcy cały dobry nastrój jak i uśmiech znikł z jego twarzy, a ja nie miałem pojęcia dla czego i ani trochę mi się to nie podobało.
sobota, 26 grudnia 2015
czwartek, 17 września 2015
Rozdział 15
-Ale co to nam da ?- Powiedział Shota patrząc prosto w moje oczy.- Powiedzmy, że uda mi się udobruchać twojego Ojca, a on nie będzie chciał mnie zabić. Będziemy mogli żyć w spokoju, ale zawsze blisko niego, na jego zasadach, na jego łasce. Ja wiem, że to twój Ojciec, ale do cholery nie masz pięciu lat, a hotel należy do Ciebie. Gdybyś nie chciał nie bawił byś się w zabijanie i chodzenie po ulicy z napisem: "jestem dilerem".- Jak zwykle miał rację, a ja jak zwykle nie miałem w tej sytuacji nic do powiedzenia, z resztą tak jak w każdej innej podobnej. Zawsze idę prosto przed siebie nie rozglądając się wokół, jednak teraz powinienem chociaż raz to zrobić. Zwłaszcza, że być może koło mnie będzie stał mój Ojciec chcąc sprawić, że uronię łzę. Oczywiście zawsze było i będzie łatwiej coś zrobić, osiągnąć swój upragniony cel nie patrząc na konsekwencje. W momencie osiągnięcia sukcesu inne sprawy nas nie obchodzą. Tak jest w przypadku mnie i Shoty. Chcę być z nim, już zawsze. Zestarzeć się i być szczęśliwym patrząc tylko na niego, nie widząc nikogo innego, mając po prostu wszystko w dupie.
-Nie myślmy dzisiaj o tym, dobrze?- Poprosiłem zamykając oczy, aby móc zasnąć. Shota niedawno się obudził,a mnie zaczął doskwierać brak snu. Byłem zmęczony i nie chciało mi się w tej chwili kiwnąć nawet palcem.
-Adam.-Przeciągnął moje imię, a ja jęknąłem sfrustrowany przewracając się na bok w jego kierunku.
-Mówiłem Ci już jak bardzo Cię kocham ?- Powiedziałem zaczynając całować go po szyi w dół.
-Nie zmieniaj tematu.- Nie odzywając się, nie zaprzestałem swoich pocałunków, zaczynając robić mu malinki.
-Ale udało mi się, prawda ?- Spytałem.
-Tak, udało Ci się odciągnąć moje myśli od tematu którego tak bardzo chciałeś uniknąć. Ty mała cholero.- Z uśmiechem wyrażający pełną satysfakcję, uniosłem głowę nad jego.
-Że jak mnie nazwałeś ?- Spytałem z udawanym oburzeniem.
-Nijak.-Odparł zaczynając się śmiać, kiedy moje palce zaczęły go gilgotać w jego wrażliwych miejscach.
-Jesteś tego pewien ?- Spytałem drocząc się z nim.
-Tak!- Wykrzyknął niemal się dusząc ze śmiechu. Mając już widocznie dość moich tortur w końcu się poddał, a ja przestałem go gilgotać od razu atakując jego usta moimi.
-Tak bardzo Cię kocham Shota.-Wyszeptałem tuż przy jego ustach.
-Ja Ciebie też kocham Adam. Tak bardzo.-Jego ciepły oddech sprawił, że przez moje ciało przeszły ciarki, które po chwili znów zapragnęło posmakować jego ust.
Przez dużą ilość czasu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, śmialiśmy się, wygłupialiśmy się. Nim się obejrzałem zegarek zaczął wskazywać godzinę 4 nad ranem. Po wielu próbach zwalczenia mojego lenia, ubrałem się i usiadłem na miejscu kierowcy, gdzie po chwili obok pojawił się Shota.
-Pojedźmy do domu. Do naszego domu, dobrze ?- Pod wpływem jego głosu moje ciało wzdrygnęło się, gdy chciałem skręcić w stronę hotelu.
-Dobrze.-Szepnąłem, w ostatniej chwili skręcając w przeciwną stronę. Poczułem jak niewidzialny kamień spada mi z serca, dzięki czemu mogłem głęboko odetchnąć. Wiem, że przekładanie sprawy nie jest dobre, ale dziękuje Shocie, że w ostatniej chwili podzielił moje zdanie. Nie do końca, ale jednak. Nie miałem ochoty, ani siły na kolejną dramę.
Wchodząc do domu, przywitał nas nieprzyjemny chłód, przez co na mojej skórze pojawiły się ciarki.
-Dla czego tu jest tak kurewsko zimno ?- Poskarżył się Shota pocierając ramiona.
-Wybacz. Od kąt wyjechałeś nie chciałem tu mieszkać bez Ciebie. Przez ten czas cały czas byłem w hotelu.- Odpowiedziałem idąc do kotłowni, aby jakimś cudem włączyć z powrotem piec. Stałem tam jak jakiś debil i przyciskałem po kolei wszystkie guziki i wiecie co ? Gówno to dało.
-Super.- Mruknąłem pod nosem zły wychodząc z pomieszczenia. Ku mojemu zdziwieniu na korytarzu nie było Shoty, więc ruszyłem w głąb domu, aby go odnaleźć.
-Shota !- Krzyknąłem gdy w kilku pomieszczeniach które odwiedziłem nie znalazłem mojego chłopaka. Po chwili usłyszałem jego głos informujący mnie, że jest w sypialni. Wszedłem do środka od razu marszcząc brwi.
-Co ty robisz ?- Spytałem.
- A jak myślisz ? Właśnie rozpalam w kominku, bo znając życie mój cudowny chłopak załatwiający wszystko pieniędzmi nie będzie umiał włączyć głupiego pieca.- Na jego uwagę przekręciłem teatralnie oczami siadając na dużym łóżku.
-Wcale, że nie załatwiam wszystkiego pieniędzmi ! To po pierwsze, a po drugie, nie ma prądu geniuszu ! Na dworze panuję istna wichura !- Fuknąłem niczym małe dziecko, patrząc na widok za oknem. Deszcz dawał o sobie znać, a drzewa wyginały się na wszystkie strony.
-Och tak ? A kto...- Wiedząc co chce powiedzieć od razu krzyknąłem głośne "nie"
-Nawet mi nie przypominaj. Byłem wtedy pijany, ok ?- Usprawiedliwiłem się, niezbyt wyszukanym argumentem, unikając tematu o czymś o czym chciałbym zapomnieć. Ten tylko się zaśmiał, po chwili sprawiając, że w kominku pojawił się ogień, który nieco rozświetlił pomieszczenie.
-Pójdę po jakieś koce i dobre winko, co ty na to ?- Spytałem stojąc tuż za jego plecami, lekko obejmując go w pasie.
Ten tylko pokiwał głową i skradł mi krótkiego całusa zanim wyszedłem z sypialni po wcześniej wspomniane rzeczy. Mając już wszystko wróciłem do sypialni, gdzie Shota wylegiwał się już w łóżku, beze mnie.
-Nie łaska zaczekać ?- Spytałem kładąc wszystko na średniej wielkości fotel.
-Wieki Cię nie było ! Zamarzam na śmierć, a to wszystko twoja wina, jasne ?- Na jego słowa zaśmiałem się cicho i pokręciłem głową biorąc do ręki koc, który po chwili równo zajmował całą powierzchnię łóżka.
-Coś ty taki nerwowy ? Aaaa no tak okres Ci się zbliża. Wybacz.- Gdyby wzrok mógłby zabijać właśnie leżałbym martwy z otwartym winem na podłodze przez chłopaka który oczywiście posłał mi taki wzrok z miłości do mnie.
-Ktoś tu wspina się na wyżyny dowcipu.-Powiedział biorąc ode mnie kieliszek z winem. Mając sam jeden, wślizgnąłem się pod kołdrę w ubraniach, tak jak Shota. Rozebranie się nie byłoby dobrym pomysłem w zaistniałej sytuacji. Wypijając połowę zawartości od razu zrobiło mi się znacznie cieplej, co znacznie poprawiło mi humor. Między nami panowała głucha cisza. Słychać było tylko trzask płomieni w kominku, oraz krople deszczu uderzające o parapet. Po chwili poczułem jak Shota wtula się w moją klatkę piersiową trzymając w ręku kieliszek z winem. Od razu objąłem go w pasie, całując go w czubek głowy.
-I tak to jest lepsze niż gdybyśmy mieli być w tym cholernym hotelu.- Powiedział, a ja cicho w myślach przyznałem mu rację. Wole marznąć i nic nie jeść, niż żyć w ciągłym strachu przed czymś co może nam zaszkodzić. Czyli nikim innym jak moim Ojcem. To chore, ale tak jest. Wole, gdy jest tak jak teraz mając tą małą cholerę przy sobie.
-Kocham Cię, wiesz ?- Szepnął, po chwili dodając.- I bez względu na wszystko uda nam się, tak ?
-Ja ciebie też kocham i tak Shota, tak właśnie będzie.- Odpowiedziałem, podnosząc jego pod brudek dwoma palcami, by po chwili delikatnie złączyć nasze zimne wargi.- I nie waż się myśleć inaczej...
-Nie myślmy dzisiaj o tym, dobrze?- Poprosiłem zamykając oczy, aby móc zasnąć. Shota niedawno się obudził,a mnie zaczął doskwierać brak snu. Byłem zmęczony i nie chciało mi się w tej chwili kiwnąć nawet palcem.
-Adam.-Przeciągnął moje imię, a ja jęknąłem sfrustrowany przewracając się na bok w jego kierunku.
-Mówiłem Ci już jak bardzo Cię kocham ?- Powiedziałem zaczynając całować go po szyi w dół.
-Nie zmieniaj tematu.- Nie odzywając się, nie zaprzestałem swoich pocałunków, zaczynając robić mu malinki.
-Ale udało mi się, prawda ?- Spytałem.
-Tak, udało Ci się odciągnąć moje myśli od tematu którego tak bardzo chciałeś uniknąć. Ty mała cholero.- Z uśmiechem wyrażający pełną satysfakcję, uniosłem głowę nad jego.
-Że jak mnie nazwałeś ?- Spytałem z udawanym oburzeniem.
-Nijak.-Odparł zaczynając się śmiać, kiedy moje palce zaczęły go gilgotać w jego wrażliwych miejscach.
-Jesteś tego pewien ?- Spytałem drocząc się z nim.
-Tak!- Wykrzyknął niemal się dusząc ze śmiechu. Mając już widocznie dość moich tortur w końcu się poddał, a ja przestałem go gilgotać od razu atakując jego usta moimi.
-Tak bardzo Cię kocham Shota.-Wyszeptałem tuż przy jego ustach.
-Ja Ciebie też kocham Adam. Tak bardzo.-Jego ciepły oddech sprawił, że przez moje ciało przeszły ciarki, które po chwili znów zapragnęło posmakować jego ust.
Przez dużą ilość czasu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, śmialiśmy się, wygłupialiśmy się. Nim się obejrzałem zegarek zaczął wskazywać godzinę 4 nad ranem. Po wielu próbach zwalczenia mojego lenia, ubrałem się i usiadłem na miejscu kierowcy, gdzie po chwili obok pojawił się Shota.
-Pojedźmy do domu. Do naszego domu, dobrze ?- Pod wpływem jego głosu moje ciało wzdrygnęło się, gdy chciałem skręcić w stronę hotelu.
-Dobrze.-Szepnąłem, w ostatniej chwili skręcając w przeciwną stronę. Poczułem jak niewidzialny kamień spada mi z serca, dzięki czemu mogłem głęboko odetchnąć. Wiem, że przekładanie sprawy nie jest dobre, ale dziękuje Shocie, że w ostatniej chwili podzielił moje zdanie. Nie do końca, ale jednak. Nie miałem ochoty, ani siły na kolejną dramę.
Wchodząc do domu, przywitał nas nieprzyjemny chłód, przez co na mojej skórze pojawiły się ciarki.
-Dla czego tu jest tak kurewsko zimno ?- Poskarżył się Shota pocierając ramiona.
-Wybacz. Od kąt wyjechałeś nie chciałem tu mieszkać bez Ciebie. Przez ten czas cały czas byłem w hotelu.- Odpowiedziałem idąc do kotłowni, aby jakimś cudem włączyć z powrotem piec. Stałem tam jak jakiś debil i przyciskałem po kolei wszystkie guziki i wiecie co ? Gówno to dało.
-Super.- Mruknąłem pod nosem zły wychodząc z pomieszczenia. Ku mojemu zdziwieniu na korytarzu nie było Shoty, więc ruszyłem w głąb domu, aby go odnaleźć.
-Shota !- Krzyknąłem gdy w kilku pomieszczeniach które odwiedziłem nie znalazłem mojego chłopaka. Po chwili usłyszałem jego głos informujący mnie, że jest w sypialni. Wszedłem do środka od razu marszcząc brwi.
-Co ty robisz ?- Spytałem.
- A jak myślisz ? Właśnie rozpalam w kominku, bo znając życie mój cudowny chłopak załatwiający wszystko pieniędzmi nie będzie umiał włączyć głupiego pieca.- Na jego uwagę przekręciłem teatralnie oczami siadając na dużym łóżku.
-Wcale, że nie załatwiam wszystkiego pieniędzmi ! To po pierwsze, a po drugie, nie ma prądu geniuszu ! Na dworze panuję istna wichura !- Fuknąłem niczym małe dziecko, patrząc na widok za oknem. Deszcz dawał o sobie znać, a drzewa wyginały się na wszystkie strony.
-Och tak ? A kto...- Wiedząc co chce powiedzieć od razu krzyknąłem głośne "nie"
-Nawet mi nie przypominaj. Byłem wtedy pijany, ok ?- Usprawiedliwiłem się, niezbyt wyszukanym argumentem, unikając tematu o czymś o czym chciałbym zapomnieć. Ten tylko się zaśmiał, po chwili sprawiając, że w kominku pojawił się ogień, który nieco rozświetlił pomieszczenie.
-Pójdę po jakieś koce i dobre winko, co ty na to ?- Spytałem stojąc tuż za jego plecami, lekko obejmując go w pasie.
Ten tylko pokiwał głową i skradł mi krótkiego całusa zanim wyszedłem z sypialni po wcześniej wspomniane rzeczy. Mając już wszystko wróciłem do sypialni, gdzie Shota wylegiwał się już w łóżku, beze mnie.
-Nie łaska zaczekać ?- Spytałem kładąc wszystko na średniej wielkości fotel.
-Wieki Cię nie było ! Zamarzam na śmierć, a to wszystko twoja wina, jasne ?- Na jego słowa zaśmiałem się cicho i pokręciłem głową biorąc do ręki koc, który po chwili równo zajmował całą powierzchnię łóżka.
-Coś ty taki nerwowy ? Aaaa no tak okres Ci się zbliża. Wybacz.- Gdyby wzrok mógłby zabijać właśnie leżałbym martwy z otwartym winem na podłodze przez chłopaka który oczywiście posłał mi taki wzrok z miłości do mnie.
-Ktoś tu wspina się na wyżyny dowcipu.-Powiedział biorąc ode mnie kieliszek z winem. Mając sam jeden, wślizgnąłem się pod kołdrę w ubraniach, tak jak Shota. Rozebranie się nie byłoby dobrym pomysłem w zaistniałej sytuacji. Wypijając połowę zawartości od razu zrobiło mi się znacznie cieplej, co znacznie poprawiło mi humor. Między nami panowała głucha cisza. Słychać było tylko trzask płomieni w kominku, oraz krople deszczu uderzające o parapet. Po chwili poczułem jak Shota wtula się w moją klatkę piersiową trzymając w ręku kieliszek z winem. Od razu objąłem go w pasie, całując go w czubek głowy.
-I tak to jest lepsze niż gdybyśmy mieli być w tym cholernym hotelu.- Powiedział, a ja cicho w myślach przyznałem mu rację. Wole marznąć i nic nie jeść, niż żyć w ciągłym strachu przed czymś co może nam zaszkodzić. Czyli nikim innym jak moim Ojcem. To chore, ale tak jest. Wole, gdy jest tak jak teraz mając tą małą cholerę przy sobie.
-Kocham Cię, wiesz ?- Szepnął, po chwili dodając.- I bez względu na wszystko uda nam się, tak ?
-Ja ciebie też kocham i tak Shota, tak właśnie będzie.- Odpowiedziałem, podnosząc jego pod brudek dwoma palcami, by po chwili delikatnie złączyć nasze zimne wargi.- I nie waż się myśleć inaczej...
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Rozdział 14
-Nie mam pojęcia Shota.- Odparłem wciąż wpatrując się w widok przede mną. Nie miałem odwagi odwrócić się w jego kierunku, spojrzeć w jego oczy i zacząć szczerą rozmowę. Po raz kolejny między nami panowała cisza, i żadne z nas nie potrafiło ją przerwać.
Nagle mój widok został zasłonięty przez Shote, który znienacka pojawił się tuż przede mną.
-Kochasz mnie jeszcze ?- Spytał smutnym i pozbawionym życia głosem. Nie umiałem samemu sobie odpowiedzieć na to pytanie, więc odpowiedzenie jemu było niewykonalne.
-Nie wiem Shota. Po prostu nie wiem już nic.- To była jedyna odpowiedź na jaką było mnie teraz stać. Nie umiałem nic innego powiedzieć,a to wszystko za sprawą wzroku jakim mnie obdarzał.
Patrzył na mnie z takim cholernym smutkiem w oczach, że aż chciało mi się płakać. Robiąc w moim kierunku dwa kroki wpadł na moją klatkę piersiową mocno się do niej przytulając.
-Przestań. To nic nie zmieni.- Westchnąłem głośno, patrząc na niego z góry.
-Zmieni.-Mruknął, po czym odsunął się ode mnie i nim zdążyłem się zorientować wpił się zachłannie w moje usta. Niech Cię szlak- pomyślałem i oddałem pocałunek mocno go do siebie przytulając. Po chwili jedną ręką złapałem za jego policzek znacznie zwalniając tempo naszego żarliwego pocałunku.
-Dobra, koniec tego dobrego.- Szepnąłem i ściągnąłem jego ręce znajdujące się na moim karku. Po mimo tego Shota nie dawał za wygraną i po raz drugi mnie pocałował. Czyżby był aż tak bardzo zdesperowany ?
- Nie. Naprawdę, przestań.- Powiedziałem odpychając go już od siebie znacznie mocniej.- Lepiej porozmawiajmy.- Odwracając się do niego plecami usiadłem na gęstej trawie i spojrzałem na chłopaka kiwając głową na miejsce obok mnie. Po chwili zajął miejsce koło mnie i położył głowę na moje nogi razem z rękoma.- Uparciuch z Ciebie. -Stwierdziłem patrząc na niego.
- Ale to właśnie we mnie kochasz.
- Shota nic już nie będzie tak jak dawniej. Nasze uczucie, wszystko. Może być lepiej ale zawsze będziemy pamiętać to co się stało w zaledwie parę dni.
- Nie mów tak.- Powiedział, płaczliwym głosem, a ja już czułem, że to nie będzie łatwa dla mnie rozmowa.
-Od kiedy zrobiłeś się taki płaczliwy co ? Kiedyś to byś na mnie z chęcią nawrzeszczał, a teraz łasisz się do mnie jak kociak.
- Gdybyś przeżył to co ja też byś potrzebował trochę czułości licząc, że twoja potrzeba poczucia drugiej osoby coś zmieni.- Jego słowa wygrały, na co westchnąłem głośno, głaskając go po głowie.
Nagle mój widok został zasłonięty przez Shote, który znienacka pojawił się tuż przede mną.
-Kochasz mnie jeszcze ?- Spytał smutnym i pozbawionym życia głosem. Nie umiałem samemu sobie odpowiedzieć na to pytanie, więc odpowiedzenie jemu było niewykonalne.
-Nie wiem Shota. Po prostu nie wiem już nic.- To była jedyna odpowiedź na jaką było mnie teraz stać. Nie umiałem nic innego powiedzieć,a to wszystko za sprawą wzroku jakim mnie obdarzał.
Patrzył na mnie z takim cholernym smutkiem w oczach, że aż chciało mi się płakać. Robiąc w moim kierunku dwa kroki wpadł na moją klatkę piersiową mocno się do niej przytulając.
-Przestań. To nic nie zmieni.- Westchnąłem głośno, patrząc na niego z góry.
-Zmieni.-Mruknął, po czym odsunął się ode mnie i nim zdążyłem się zorientować wpił się zachłannie w moje usta. Niech Cię szlak- pomyślałem i oddałem pocałunek mocno go do siebie przytulając. Po chwili jedną ręką złapałem za jego policzek znacznie zwalniając tempo naszego żarliwego pocałunku.
-Dobra, koniec tego dobrego.- Szepnąłem i ściągnąłem jego ręce znajdujące się na moim karku. Po mimo tego Shota nie dawał za wygraną i po raz drugi mnie pocałował. Czyżby był aż tak bardzo zdesperowany ?
- Nie. Naprawdę, przestań.- Powiedziałem odpychając go już od siebie znacznie mocniej.- Lepiej porozmawiajmy.- Odwracając się do niego plecami usiadłem na gęstej trawie i spojrzałem na chłopaka kiwając głową na miejsce obok mnie. Po chwili zajął miejsce koło mnie i położył głowę na moje nogi razem z rękoma.- Uparciuch z Ciebie. -Stwierdziłem patrząc na niego.
- Ale to właśnie we mnie kochasz.
- Shota nic już nie będzie tak jak dawniej. Nasze uczucie, wszystko. Może być lepiej ale zawsze będziemy pamiętać to co się stało w zaledwie parę dni.
- Nie mów tak.- Powiedział, płaczliwym głosem, a ja już czułem, że to nie będzie łatwa dla mnie rozmowa.
-Od kiedy zrobiłeś się taki płaczliwy co ? Kiedyś to byś na mnie z chęcią nawrzeszczał, a teraz łasisz się do mnie jak kociak.
- Gdybyś przeżył to co ja też byś potrzebował trochę czułości licząc, że twoja potrzeba poczucia drugiej osoby coś zmieni.- Jego słowa wygrały, na co westchnąłem głośno, głaskając go po głowie.
-Nie potrafię Cię znienawidzić, wiesz ? Tak na prawdę już dawno wybaczyłem Ci wszystko.-To była prawda. Nie umiałem wyrzucić go ze swojego serca. Jego delikatny uśmiech dał mi do zrozumienia, że jest zadowolony z moich słów.
-Dowiedziałeś się o tym od twojego Ojca, prawda ?- W odpowiedzi mruknąłem, tylko ciche "tak" kreśląc niewidzialne wzorki na jego szyi.
-Dla czego to zrobiłeś ?- Spytałem ciekawy z jakiego powodu Shota chciał mnie wsadzić za kratki.
-Może Ci się to wydawać głupie, ale zrobiłem to dla szkoły muzycznej.- To mnie całkowicie zbiło z tropu.
-Szkoła muzyczna ?! Śpiewasz, grasz ?- Chciałem wiedzieć jak najwięcej, a główny temat naszej rozmowy odszedł na dalszy tor.
-To i to.- Odpowiedział spokojnie, śmiejąc się cicho z mojej reakcji.
-Naprawdę?! ... Zaśpiewasz mi coś ?
-Dowiedziałeś się o tym od twojego Ojca, prawda ?- W odpowiedzi mruknąłem, tylko ciche "tak" kreśląc niewidzialne wzorki na jego szyi.
-Dla czego to zrobiłeś ?- Spytałem ciekawy z jakiego powodu Shota chciał mnie wsadzić za kratki.
-Może Ci się to wydawać głupie, ale zrobiłem to dla szkoły muzycznej.- To mnie całkowicie zbiło z tropu.
-Szkoła muzyczna ?! Śpiewasz, grasz ?- Chciałem wiedzieć jak najwięcej, a główny temat naszej rozmowy odszedł na dalszy tor.
-To i to.- Odpowiedział spokojnie, śmiejąc się cicho z mojej reakcji.
-Naprawdę?! ... Zaśpiewasz mi coś ?
-Nie, bo mnie nie kochasz.-Stwierdził.
-Shoota, a co ty byś zrobił na moim miejscu? Jest mi ciężko i nie wiem jak mam się zachować, co myśleć. -Było mi trudno się zachować tak jak naprawdę powinienem, ale przytulanie go i całowanie mam już chyba wrodzone.
-Nie wiem co bym zrobił, ale starałbym się Cię zrozumieć a przede wszystkim wysłuchać i nie odpychać.- Co do tego miałbym pewne wątpliwości. Na pewno uderzyłby mnie wałkiem jak żona, która odkryła, że jej mąż wraca nad ranem pijany.
- Chciałem Cię odepchnąć, ale szczerze ? Graniczyło to się z cudem.
-Czyli nie odepchniesz mnie gdy Cię teraz pocałuje, prawda?-Spytał.
-Nie.- Szepnąłem, patrząc jak zbliża swoją twarz do mojej łapiąc mnie za kark. Już po chwili całowaliśmy się namiętnie nie mogąc choć na chwilę się od siebie oderwać. Było wspaniale zwłaszcza w momencie kiedy bez żadnych uprzedzeń wziąłem go na ręce i zaniosłem go do samochodu, kładąc na tylnych siedzeniach. Już od samych pocałunków było mi niesamowicie gorąco. Powoli rozbierałem go, z każdej części jego garderoby nie szczędząc przy tym pieszczot od których Shota, wręcz wariował.
-Tak bardzo mi tego brakowało. -Szepnąłem, przymykając oczy tuż przy jego obojczyku.
-Adam?-Słysząc jego głos podniosłem głowę i spojrzałem na jego twarzyczkę przykrytą ogromnymi rumieńcami.
-Boje się trochę. -Nie powiem, zatkało mnie. Nawet nie pomyślałem o tym przez moment, że może mieć traumę po tym co go spotkało.
-Spokojnie kochanie, to tylko ja. Twój Adam. Nic ci się nie stanie. Będzie cudownie. Zaufaj mi.- Ten tylko powoli pokiwał głową po chwili całując mnie w usta. Oddając pocałunek delikatnie podniosłem jego pośladki do góry ściągając ostatnią część garderoby.
-Boję się.- Wyznał lekko drżącym głosem, na co ja złożyłem na jego ustach delikatny pocałunek, dając mu tym do zrozumienia, że nie ma czego się bać. Powoli w niego wchodząc przytuliłem jego szczupłe ciało do siebie, całując jego szyję. Kochaliśmy się powoli, ale jakże namiętnie. Szyby od samochodu były całe zaparowane, a nasze oddechy były nierówne. Wokół roznosiły się dźwięki naszych jęków jak i skrzyp skórzanych siedzeń. Nie minęła chwila, a po naszych ciałach przeszedł ten cudowny dreszcz, który sprawił, że ciało Shoty jak i moje wygięło się w łuk a z ust wydobył się głośny jęk. Całując go po szyi jak i dekolcie powoli z niego wyszedłem kładąc się na boku.
-Kocham Cię.-Szepnąłem mając jego twarz tuż przy mojej.
-Seks w samochodzie. Tego jeszcze nie było.- Powiedział lekko zasapanym głosem, po chwili śmiejąc się razem ze mną. Nic już nie mówiąc Shota wtulił się w moją klatkę piersiową i po prostu zasnął. Ja natomiast nie mogłem pójść w jego ślady, cały czas zamartwiałem się tym co teraz może się zdarzyć. Niech Shota lepiej ma jakieś klarowne wyjaśnienia dla mojego Ojca inaczej to może źle się skończyć, nawet dla mnie.
-Boję się.- Wyznał lekko drżącym głosem, na co ja złożyłem na jego ustach delikatny pocałunek, dając mu tym do zrozumienia, że nie ma czego się bać. Powoli w niego wchodząc przytuliłem jego szczupłe ciało do siebie, całując jego szyję. Kochaliśmy się powoli, ale jakże namiętnie. Szyby od samochodu były całe zaparowane, a nasze oddechy były nierówne. Wokół roznosiły się dźwięki naszych jęków jak i skrzyp skórzanych siedzeń. Nie minęła chwila, a po naszych ciałach przeszedł ten cudowny dreszcz, który sprawił, że ciało Shoty jak i moje wygięło się w łuk a z ust wydobył się głośny jęk. Całując go po szyi jak i dekolcie powoli z niego wyszedłem kładąc się na boku.
-Kocham Cię.-Szepnąłem mając jego twarz tuż przy mojej.
-Seks w samochodzie. Tego jeszcze nie było.- Powiedział lekko zasapanym głosem, po chwili śmiejąc się razem ze mną. Nic już nie mówiąc Shota wtulił się w moją klatkę piersiową i po prostu zasnął. Ja natomiast nie mogłem pójść w jego ślady, cały czas zamartwiałem się tym co teraz może się zdarzyć. Niech Shota lepiej ma jakieś klarowne wyjaśnienia dla mojego Ojca inaczej to może źle się skończyć, nawet dla mnie.
***
Yuzuki, przepraszam, ale chyba wysłałam Ci odpowiedź w e-mailu xD
sobota, 27 czerwca 2015
Rozdział 13
Stawiając niepewne kroki w kierunku dużego budynku, w mojej głowie panował istny chaos.
Myślałem o dniu w którym Ojciec zaproponował mi pewien układ, aż do dnia dzisiejszego. Zdarzyło się tak wiele w tak krótkim czasie, że aż boję się tego co teraz może się stać. Z jednej strony spotkało mnie ogromne szczęście, ponieważ mogłem poznać Adama i się w nim zakochać, z drugiej natomiast musiałem za to szczęście zapłacić.
Gdy pchnąłem duże szklane drzwi, zacząłem bać się sam siebie. Byłem taki spokojny. Jakbym w ogóle nie był niedawno w burdelu robiąc za dziwkę i nie wchodziłbym właśnie do budynku, który przesiąknięty jest złem. Może to przez szok ? Albo jeszcze to do mnie nie dotarło ? Sam nie wiem. Wiem jedno. Inni myśleliby teraz o kawałku sznurka, który byłby w stanie unieść ich ciała.
Znajoma recepcjonistka, wygląd holu, a nawet drzwi prowadzące do piwnicy nie sprawiły, żebym zaczął się bać choć odrobinę.
Adam's POV
Moment w którym wyszedłem z gabinetu Ojca sprawił, że nogi się pode mną ugięły. Nie mogłem w to uwierzyć, po prostu nie mogłem i nie chciałem w to wierzyć, ale wszystko się zgadzało, a te dowody. One mówiły same za siebie. Shota był synem człowieka, który od lat zatruwał nam życie. Chciał mnie wsadzić do więzienia, a teraz okazuję się, że jego syn też tego chciał.
Mój charakter nigdy się nie zmieni, ja się nie zmienię, zawsze będę tym człowiekiem,który zrobił wiele złego. Oczywiście, zawsze pozostanę człowiekiem,który ma uczucia. Shota w pewien sposób mnie zmienił, sprawił, że po części stałem się człowiekiem z sercem. Jednak to co zrobił. On mnie okłamywał,przez cały czas. Jestem ciekaw, czy jego kocham Cię miało jakiekolwiek znaczenie. Moje kocham Cię było niestety szczere.
Minęły zaledwie kilka dni, a moje serce już dawno mu wybaczyło. Rozum natomiast ma straszne z tym problemy. Byłem niezłym skurwielem w momencie kiedy zamknąłem go w tej cholernej piwnicy, a potem kazałem wywieźć go do burdelu, ale to była najłagodniejsza kara jaka tutaj panowała. Mój Ojciec, oczywiście chciał go zabić, ale po niedługiej rozmowie, przekonałem go do tego, żebym ja to zrobił. Moim decydującym argumentem było to, że chciałem mu się jakoś odpłacić za to co zrobił.
-Adam, sprawdź co się dzieje na dole. Na tych idiotów zwanych ochroniarzami, nie można liczyć.-Kiwając głową, opuściłem jego gabinet, schodząc na dół.Cóż, mimo, że to mój hotel, to właśnie pieniądze mojego Ojca krążą w tym całym interesie, nie moje. Więc suma sumarum to do niego należy ostanie słowo.
Będąc już na holu recepcyjnym, przeżyłem niemały szok, widząc Shote. Nasze spojrzenia się spotkały, a moje ciało na moment zesztywniało. Biorąc wdech i wydech, zacząłem stawiać powolne kroki w jego kierunku.
-Adam.-To były jego pierwsze słowa w momencie kiedy do niego podszedłem. Wkrótce po jego policzkach zaczęły spływać łzy, a ja sam nie wiedziałem co mam zrobić, a tym bardziej co powiedzieć.Nie byłem pewny swoich uczuć. Nie wiedziałem czy go kocham, czy nienawidzę. Nie wiedziałem, czy mam go teraz go do siebie przytulić i zrobić wszystko, aby się stąd uwolnić, czy może dać mu w twarz i po raz drugi wysłać go do piwnicy razem z innymi niewolnikami.
-Przestań.-Szepnąłem, odwracając głowę w przeciwnym kierunku.- Twoje łzy nic nie zmienią.-Dodałem zakładając ręce na piersi.- Jesteś dla mnie teraz jednym wielkim zerem. Nie mieści mi się w głowie to co zrobiłeś. Nigdy Ci tego nie wybaczę, ale dam Ci radę. Skoro jakimś cudem udało Ci się stamtąd uciec, radzę Ci skorzystać z tego i wrócić do domu. Nie martw się twój Ojciec na pewno Cię uratuję, jeśli będą chcieli Cię ponownie.- Nie wierzyłem w to co mówiłem. Słowa same opuszczały moje usta. Gdybym słuchał się serca, a nie rozumu zrobiłbym coś zupełnie odwrotnego niż odwrócenie się do niego plecami i ruszenie przed siebie. Tak jakby jego osoba nie istniała w moim życiu. Z jednej strony czułem się strasznie tak postępując, natomiast z drugiej w jakiś niewytłumaczalny sposób nie mogłem powstrzymać swoich kroków.
Nagle poczułem czyjąś rękę na moim przedramieniu. Doskonale wiedziałem, że należy ona do chłopaka, który namieszał w mojej szarej prozie codzienności.
-Adam.-Powtórzył płaczliwym głosem.- Tak bardzo się bałem.- I już po chwili siłą odwrócił mnie przodem do siebie wtulając się mocno w moją klatkę piersiową. Przytulał się tak do mnie najmocniej chyba jak potrafił, zaciskając swoje pięści na mojej koszuli. Po zaledwie minucie cały przód był mokry od jego łez. Mimo wszystko nie byłem w stanie go od siebie odepchnąć, Po prostu stałem na środku holu jak ostania sierota, nie wiedząc kompletnie co zrobić.
Wolnym ruchem, chciałem dotknąć prawą ręką jego pleców i go po nich pogłaskać, jednak w połowie drogi opuściłem z powrotem swoją dłoń wzdłuż swojego ciała. -Tak bardzo mi Ciebie brakowało. Myślałem o Tobie dzień i noc. Nawet gdy mnie gwałcili i bili, po cichu wymawiałem twoje imię w nadziei, że zaraz pojawisz się koło mnie i mnie stamtąd zabierzesz. Kocham Cię i nie chcę żeby to tak wszystko się skończyło. Za dużo dla mnie znaczysz. Rzućmy to wszystko w cholerę i ucieknijmy gdzieś razem, gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie. Nie chcę góry pieniędzy. Dla Ciebie mogę nawet żyć w biedzie, byle z Tobą. Proszę wybacz mi. Zrobię wszystko, bylebyś mi wybaczył, żebyśmy znowu byli razem. Proszę.- Czułem, że sam zaraz się rozpłaczę. Wziąłem głęboki wdech i wydech i w końcu go od siebie odepchnąłem. Na mój gest zaczął jeszcze bardziej płakać i gdy już chciał paść na kolana zirytowany złapałem go za rękę i wyprowadziłem z hotelu. Ciągnąc go za sobą, szedłem szybkim i zdecydowanym krokiem. Wepchnąłem go do swojego auta i już po chwili odjechaliśmy, kierując się w tylko mi znanym kierunku.
Między nami panowała zupełna cisza. Żadne z nas nie odezwało się nawet słowem. Ta cisza nie należała do tych przyjemnych, ale prawda była taka, że żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, od czego zacząć i czy w ogóle jest sens odzywania się. Po jakimś czasie znaleźliśmy się na miejscu. Zostawiając kluczyki w stacyjce wyszedłem z auta, idąc przed siebie, aż do brzegu ogromnego klifu.
Stojąc tak, wpatrywałem się w rozgwieżdżone niebo, zastanawiając się nad co teraz mam zrobić. Co zrobić ze swoim życiem. Co zrobić z zaistniałą sytuacją. Natomiast słowa Shoty, one były najgorszym orzechem do zgryzienia. Sprawił, że chciałem w tamtym momencie go pocałować i przytulić mówiąc, to samo co on.
Moją uwagę przykuł cień widoczny dzięki światłom z reflektorów samochodowych. Odwracając się lekko w tamtym kierunku, ujrzałem Shote, który wyszedł z auta i wolnym krokiem stanął koło mnie.
-I co teraz ?- Spytał, a ja uśmiechnąłem się pod nosem myśląc o tym, że właśnie zadał to samo pytanie, jakie krążyło po mojej głowie. Pech chciał, że nie potrafiliśmy na nie odpowiedzieć.
Myślałem o dniu w którym Ojciec zaproponował mi pewien układ, aż do dnia dzisiejszego. Zdarzyło się tak wiele w tak krótkim czasie, że aż boję się tego co teraz może się stać. Z jednej strony spotkało mnie ogromne szczęście, ponieważ mogłem poznać Adama i się w nim zakochać, z drugiej natomiast musiałem za to szczęście zapłacić.
Gdy pchnąłem duże szklane drzwi, zacząłem bać się sam siebie. Byłem taki spokojny. Jakbym w ogóle nie był niedawno w burdelu robiąc za dziwkę i nie wchodziłbym właśnie do budynku, który przesiąknięty jest złem. Może to przez szok ? Albo jeszcze to do mnie nie dotarło ? Sam nie wiem. Wiem jedno. Inni myśleliby teraz o kawałku sznurka, który byłby w stanie unieść ich ciała.
Znajoma recepcjonistka, wygląd holu, a nawet drzwi prowadzące do piwnicy nie sprawiły, żebym zaczął się bać choć odrobinę.
Adam's POV
Moment w którym wyszedłem z gabinetu Ojca sprawił, że nogi się pode mną ugięły. Nie mogłem w to uwierzyć, po prostu nie mogłem i nie chciałem w to wierzyć, ale wszystko się zgadzało, a te dowody. One mówiły same za siebie. Shota był synem człowieka, który od lat zatruwał nam życie. Chciał mnie wsadzić do więzienia, a teraz okazuję się, że jego syn też tego chciał.
Mój charakter nigdy się nie zmieni, ja się nie zmienię, zawsze będę tym człowiekiem,który zrobił wiele złego. Oczywiście, zawsze pozostanę człowiekiem,który ma uczucia. Shota w pewien sposób mnie zmienił, sprawił, że po części stałem się człowiekiem z sercem. Jednak to co zrobił. On mnie okłamywał,przez cały czas. Jestem ciekaw, czy jego kocham Cię miało jakiekolwiek znaczenie. Moje kocham Cię było niestety szczere.
Minęły zaledwie kilka dni, a moje serce już dawno mu wybaczyło. Rozum natomiast ma straszne z tym problemy. Byłem niezłym skurwielem w momencie kiedy zamknąłem go w tej cholernej piwnicy, a potem kazałem wywieźć go do burdelu, ale to była najłagodniejsza kara jaka tutaj panowała. Mój Ojciec, oczywiście chciał go zabić, ale po niedługiej rozmowie, przekonałem go do tego, żebym ja to zrobił. Moim decydującym argumentem było to, że chciałem mu się jakoś odpłacić za to co zrobił.
-Adam, sprawdź co się dzieje na dole. Na tych idiotów zwanych ochroniarzami, nie można liczyć.-Kiwając głową, opuściłem jego gabinet, schodząc na dół.Cóż, mimo, że to mój hotel, to właśnie pieniądze mojego Ojca krążą w tym całym interesie, nie moje. Więc suma sumarum to do niego należy ostanie słowo.
Będąc już na holu recepcyjnym, przeżyłem niemały szok, widząc Shote. Nasze spojrzenia się spotkały, a moje ciało na moment zesztywniało. Biorąc wdech i wydech, zacząłem stawiać powolne kroki w jego kierunku.
-Adam.-To były jego pierwsze słowa w momencie kiedy do niego podszedłem. Wkrótce po jego policzkach zaczęły spływać łzy, a ja sam nie wiedziałem co mam zrobić, a tym bardziej co powiedzieć.Nie byłem pewny swoich uczuć. Nie wiedziałem czy go kocham, czy nienawidzę. Nie wiedziałem, czy mam go teraz go do siebie przytulić i zrobić wszystko, aby się stąd uwolnić, czy może dać mu w twarz i po raz drugi wysłać go do piwnicy razem z innymi niewolnikami.
-Przestań.-Szepnąłem, odwracając głowę w przeciwnym kierunku.- Twoje łzy nic nie zmienią.-Dodałem zakładając ręce na piersi.- Jesteś dla mnie teraz jednym wielkim zerem. Nie mieści mi się w głowie to co zrobiłeś. Nigdy Ci tego nie wybaczę, ale dam Ci radę. Skoro jakimś cudem udało Ci się stamtąd uciec, radzę Ci skorzystać z tego i wrócić do domu. Nie martw się twój Ojciec na pewno Cię uratuję, jeśli będą chcieli Cię ponownie.- Nie wierzyłem w to co mówiłem. Słowa same opuszczały moje usta. Gdybym słuchał się serca, a nie rozumu zrobiłbym coś zupełnie odwrotnego niż odwrócenie się do niego plecami i ruszenie przed siebie. Tak jakby jego osoba nie istniała w moim życiu. Z jednej strony czułem się strasznie tak postępując, natomiast z drugiej w jakiś niewytłumaczalny sposób nie mogłem powstrzymać swoich kroków.
Nagle poczułem czyjąś rękę na moim przedramieniu. Doskonale wiedziałem, że należy ona do chłopaka, który namieszał w mojej szarej prozie codzienności.
-Adam.-Powtórzył płaczliwym głosem.- Tak bardzo się bałem.- I już po chwili siłą odwrócił mnie przodem do siebie wtulając się mocno w moją klatkę piersiową. Przytulał się tak do mnie najmocniej chyba jak potrafił, zaciskając swoje pięści na mojej koszuli. Po zaledwie minucie cały przód był mokry od jego łez. Mimo wszystko nie byłem w stanie go od siebie odepchnąć, Po prostu stałem na środku holu jak ostania sierota, nie wiedząc kompletnie co zrobić.
Wolnym ruchem, chciałem dotknąć prawą ręką jego pleców i go po nich pogłaskać, jednak w połowie drogi opuściłem z powrotem swoją dłoń wzdłuż swojego ciała. -Tak bardzo mi Ciebie brakowało. Myślałem o Tobie dzień i noc. Nawet gdy mnie gwałcili i bili, po cichu wymawiałem twoje imię w nadziei, że zaraz pojawisz się koło mnie i mnie stamtąd zabierzesz. Kocham Cię i nie chcę żeby to tak wszystko się skończyło. Za dużo dla mnie znaczysz. Rzućmy to wszystko w cholerę i ucieknijmy gdzieś razem, gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie. Nie chcę góry pieniędzy. Dla Ciebie mogę nawet żyć w biedzie, byle z Tobą. Proszę wybacz mi. Zrobię wszystko, bylebyś mi wybaczył, żebyśmy znowu byli razem. Proszę.- Czułem, że sam zaraz się rozpłaczę. Wziąłem głęboki wdech i wydech i w końcu go od siebie odepchnąłem. Na mój gest zaczął jeszcze bardziej płakać i gdy już chciał paść na kolana zirytowany złapałem go za rękę i wyprowadziłem z hotelu. Ciągnąc go za sobą, szedłem szybkim i zdecydowanym krokiem. Wepchnąłem go do swojego auta i już po chwili odjechaliśmy, kierując się w tylko mi znanym kierunku.
Między nami panowała zupełna cisza. Żadne z nas nie odezwało się nawet słowem. Ta cisza nie należała do tych przyjemnych, ale prawda była taka, że żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, od czego zacząć i czy w ogóle jest sens odzywania się. Po jakimś czasie znaleźliśmy się na miejscu. Zostawiając kluczyki w stacyjce wyszedłem z auta, idąc przed siebie, aż do brzegu ogromnego klifu.
Stojąc tak, wpatrywałem się w rozgwieżdżone niebo, zastanawiając się nad co teraz mam zrobić. Co zrobić ze swoim życiem. Co zrobić z zaistniałą sytuacją. Natomiast słowa Shoty, one były najgorszym orzechem do zgryzienia. Sprawił, że chciałem w tamtym momencie go pocałować i przytulić mówiąc, to samo co on.
Moją uwagę przykuł cień widoczny dzięki światłom z reflektorów samochodowych. Odwracając się lekko w tamtym kierunku, ujrzałem Shote, który wyszedł z auta i wolnym krokiem stanął koło mnie.
-I co teraz ?- Spytał, a ja uśmiechnąłem się pod nosem myśląc o tym, że właśnie zadał to samo pytanie, jakie krążyło po mojej głowie. Pech chciał, że nie potrafiliśmy na nie odpowiedzieć.
niedziela, 7 czerwca 2015
Rozdział 12
Obudziłem się w nieznanym mi pomieszczeniu. Przerażony gwałtownie wstałem z łóżka i chciałem wyjść z niego, ale zaraz tego pożałowałem czując ostry ból głowy. Trzymając się za głowę zacisnąłem mocno powieki, stękając z bólu.
Gdy ból minął, pociągnąłem za klamkę znajdując się w dobrze znanym mi korytarzu. Czyli byłem w swoim pokoju, a ten który sprawił, że tu się znalazłem stoi pewnie teraz za barem.
Gdy ból minął, pociągnąłem za klamkę znajdując się w dobrze znanym mi korytarzu. Czyli byłem w swoim pokoju, a ten który sprawił, że tu się znalazłem stoi pewnie teraz za barem.
Na samo wspomnienie poczułem jak moje policzki stają się cieplejsze niż powinny. Sam nie wiem dla czego to zrobiłem, ale w tamtym momencie czułem, że tego potrzebuję. Swoją drogą nie sądziłem, że znajdzie się tutaj taka osoba jak on. Wystarczyło, że mnie zobaczył i już niósł mi pomoc, zachowując się jakbyśmy się znali i pomagałby właśnie jakiemuś dobremu przyjacielowi.
Chcąc wrócić z powrotem do pokoju, ujrzałem jak idzie mama. Uśmiechnąłem się lekko, jednak widząc jego złowrogą minę natychmiast moja mina uległa zmianie. Szarpiąc mnie za ramię,pociągnął w głąb pokoju, zdążyłem tylko usłyszeć głośne trzaśnięcie drzwiami, gdy poczułem jak uderza mnie w twarz z otwartej ręki. uderzenie było tak mocne, że aż złapałem się za piekące miejsce patrząc na niego ze łzami w oczach.
-Dlaczego to zrobiłeś ?- Spytałem cichym głosem patrząc na niego.
- Dlaczego !? -Wydarł się, a po moim ciele przeszły dreszcze.- Zostawiłeś klienta samego! To ty powinieneś obudzić się sam! Wiesz jak on się wkurzył ? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę kimon był i że może puścić nas z torbami ?!- Powiedzieć, że był wkurzony to mało powiedziane. On był wściekły. W tej chwili bałem się go jak ognia. Nie wiedziałem co teraz będzie chciał ze mną zrobić, ale jedno było pewne. Ukarze mnie za to co zrobiłem i to nie będzie nic przyjemnego.
Stałem tam jak kołek i nie spuszczałem z niego wzroku. Moje ciało drżało, a po policzkach zaczęły spływać łzy, na samą myśl co może mnie spotkać.
-Przepraszam.- Wyszeptałem drżącym głosem, na chwilę spuszczając wzrok na podłogę.
- Twoje przepraszam nic Ci teraz nie da. Dopilnuję osobiście abyś tego pożałował.- Na jego słowa moje serce zaczęło szybciej bić. Nie. Ja nie chce! Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, powiedzieć, złapał mnie za rękę i siłą wyprowadził z pokoju. Widząc znanych mi ochroniarzy, wiedziałem już co mnie czeka.
Przez cały dzień byłem odprowadzany od klienta do klienta, bez chwili wytchnienia. Robili co ze mną chcieli. Bili, poniżali, nie byli nawet trochę delikatni. Dziękowałem Bogu w momencie, gdy nastał następny dzień, a klientów już nie było, więc odesłali mnie do przydzielonego dla mnie pokoju. Nie poszedłem pod prysznic, ani nawet się nie ubrałem, bo zwyczajnie nie miałem na to siły. I tak z wielkim wysiłkiem zdołałem położyć się na łóżku i przykryć kołdrą.
Niestety nie dane było mi zasnąć i choć na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Co chwilę budziłem się z krzykiem cały zapłakany. Płakałem tak przez cały dzień, aż do wieczora kiedy mama przyszedł do mnie. Wtedy łzy wyschły, a zastąpił je strach.
-Ktoś do Ciebie. Tylko nie piśnij ani słowa.- Powiedział i po prostu wyszedł, a w drzwiach pojawił się mój...Ojciec ?
W momencie, gdy go zobaczyłem z szybkością światła zakryłem się kołdrą po samą szyję, bowiem i tam znajdowała się masa siniaków, malinek jak i zadrapań.
-Shota o co tu chodzi ? Dla czego tutaj jesteś ?!- Wydarł się na mnie już na dzień dobry, jednak pod koniec wypowiadanego zdania jego głos znacznie przycichł.
-Mogę zapytać Ciebie o to samo.- Odparłem ponurym głosem, odwracając głowę w prawo.
-Dowiedziałem się, że mój syn znajduję się w jakimś burdelu ! Może miałem to olać i się tu nie pojawiać ?- Jego słowa dały mi dużo do myślenia. Jak go tu wpuścili, zwłaszcza, że jest w mundurze no i skąd on wiedział, że tu jestem ?
-Jak się tego dowiedziałeś ? I jakim cudem Cię tu wpuścili ?- Zamknął drzwi i usiadł na brzegu łóżka głośno wdychając.
- Dowiedziałem się od jednego z moim kolegów z pracy, a dlaczego mnie tu wpuścili ? Och, to proste. Za dużo haczyków mam na nich. Za jednym pstryknięciem palców mogę sprawić, że zamkną ten klub. Poza tym powiedzmy, że mnie tu znają.- Nie wiedziałem co ma o tym myśleć. To wszystko wydawało się tak strasznie dziwne.
-Cały plan wziął w łeb, tato. Adam wszystkiego się dowiedział, dlatego tutaj jestem, to moja kara.- To oczywiste, że moje słowa były kłamstwem. Moją karą byłaby śmierć. Wszystko jednak zmieniało to, że ja i Adam byliśmy parą. A tego mój Ojciec już nie musi wiedzieć.
-Mówiłem, żeby sprawę załatwić szybko, ale ty tak bardzo upierałeś się tego, że nie masz wszystkich informacji.- Miałem w tej chwili ogromną ochotę uderzyć mojego Ojca w twarz. On w ogóle się mną nie przejmował ! Jestem w burdelu, cały posiniaczony, a on myśli tylko on tym cholernym planie wsadzenia mojego byłego chłopaka do więzienia !
-Bo oczywiście cała akcja była tak dziecinnie prosta ! Przestać choć chwilę o tym myśleć i spójrz na mnie, na to co mnie spotkało przez Ciebie.- Byłem wściekły, a całą winę chciałem zwalić na niego. Tak było prościej niż mówić, że każdy kij ma dwa końce. Odkryłem kołdrę do pasa pokazując mu w ten sposób moje rany. Na ich widok jego oczy się rozszerzyły,
-Przepraszam Cię.- Powiedział zszokowany patrząc na mnie.- Zróbmy tak.- Zaczął, a mi już się to nie podobało.- Ja sprawię, że wrócisz do hotelu, a tam sprawisz, że uwierzą w twoje niewinne kłamstewko mówiące o tym, że wrobił Cię nijaki Jongyun zamieszczając fałszywe informację na twój temat. A gdy wszystko choć trochę się uspokoi, masz od razu się ze mną skontaktować, jasne ? A wtedy raz na zawsze pożegnamy się z tym całym gównem.- Wiedziałem ! Po prostu wiedziałem, że tak łatwo nie odpuści nawet jeśli jego syn jest narażony teraz na wielkie niebezpieczeństwo ! Tak jego pieprzona duma.
-Dobrze, zrobię to, ale po swojemu to mój jedyny warunek.- Widziałem, że nie do końca mu się to podoba, ale przystał na moje warunki, po czym wyszedł mówiąc, że za niedługo ktoś po mnie przyjedzie. Nie wierzyłem w to co robił mój Ojciec. Powinien dać sobie spokój z tym wszystkim po tym co mnie spotkało, ale jak widać nawet ja nie jestem w stanie powstrzymać jego upartości.
Byłem niemal pewny tego, że coś tu jest nie tak, że nie wiem czegoś o czym inni już wszystko wiedzą. To było wprost niedorzeczne kiedy, tak po prostu mnie stąd wypuścili.
Ten sam kierowca, ten sam samochód, ta sama droga, jak i jej koniec.
-Witamy z powrotem Shota...
-Ktoś do Ciebie. Tylko nie piśnij ani słowa.- Powiedział i po prostu wyszedł, a w drzwiach pojawił się mój...Ojciec ?
W momencie, gdy go zobaczyłem z szybkością światła zakryłem się kołdrą po samą szyję, bowiem i tam znajdowała się masa siniaków, malinek jak i zadrapań.
-Shota o co tu chodzi ? Dla czego tutaj jesteś ?!- Wydarł się na mnie już na dzień dobry, jednak pod koniec wypowiadanego zdania jego głos znacznie przycichł.
-Mogę zapytać Ciebie o to samo.- Odparłem ponurym głosem, odwracając głowę w prawo.
-Dowiedziałem się, że mój syn znajduję się w jakimś burdelu ! Może miałem to olać i się tu nie pojawiać ?- Jego słowa dały mi dużo do myślenia. Jak go tu wpuścili, zwłaszcza, że jest w mundurze no i skąd on wiedział, że tu jestem ?
-Jak się tego dowiedziałeś ? I jakim cudem Cię tu wpuścili ?- Zamknął drzwi i usiadł na brzegu łóżka głośno wdychając.
- Dowiedziałem się od jednego z moim kolegów z pracy, a dlaczego mnie tu wpuścili ? Och, to proste. Za dużo haczyków mam na nich. Za jednym pstryknięciem palców mogę sprawić, że zamkną ten klub. Poza tym powiedzmy, że mnie tu znają.- Nie wiedziałem co ma o tym myśleć. To wszystko wydawało się tak strasznie dziwne.
-Cały plan wziął w łeb, tato. Adam wszystkiego się dowiedział, dlatego tutaj jestem, to moja kara.- To oczywiste, że moje słowa były kłamstwem. Moją karą byłaby śmierć. Wszystko jednak zmieniało to, że ja i Adam byliśmy parą. A tego mój Ojciec już nie musi wiedzieć.
-Mówiłem, żeby sprawę załatwić szybko, ale ty tak bardzo upierałeś się tego, że nie masz wszystkich informacji.- Miałem w tej chwili ogromną ochotę uderzyć mojego Ojca w twarz. On w ogóle się mną nie przejmował ! Jestem w burdelu, cały posiniaczony, a on myśli tylko on tym cholernym planie wsadzenia mojego byłego chłopaka do więzienia !
-Bo oczywiście cała akcja była tak dziecinnie prosta ! Przestać choć chwilę o tym myśleć i spójrz na mnie, na to co mnie spotkało przez Ciebie.- Byłem wściekły, a całą winę chciałem zwalić na niego. Tak było prościej niż mówić, że każdy kij ma dwa końce. Odkryłem kołdrę do pasa pokazując mu w ten sposób moje rany. Na ich widok jego oczy się rozszerzyły,
-Przepraszam Cię.- Powiedział zszokowany patrząc na mnie.- Zróbmy tak.- Zaczął, a mi już się to nie podobało.- Ja sprawię, że wrócisz do hotelu, a tam sprawisz, że uwierzą w twoje niewinne kłamstewko mówiące o tym, że wrobił Cię nijaki Jongyun zamieszczając fałszywe informację na twój temat. A gdy wszystko choć trochę się uspokoi, masz od razu się ze mną skontaktować, jasne ? A wtedy raz na zawsze pożegnamy się z tym całym gównem.- Wiedziałem ! Po prostu wiedziałem, że tak łatwo nie odpuści nawet jeśli jego syn jest narażony teraz na wielkie niebezpieczeństwo ! Tak jego pieprzona duma.
-Dobrze, zrobię to, ale po swojemu to mój jedyny warunek.- Widziałem, że nie do końca mu się to podoba, ale przystał na moje warunki, po czym wyszedł mówiąc, że za niedługo ktoś po mnie przyjedzie. Nie wierzyłem w to co robił mój Ojciec. Powinien dać sobie spokój z tym wszystkim po tym co mnie spotkało, ale jak widać nawet ja nie jestem w stanie powstrzymać jego upartości.
Byłem niemal pewny tego, że coś tu jest nie tak, że nie wiem czegoś o czym inni już wszystko wiedzą. To było wprost niedorzeczne kiedy, tak po prostu mnie stąd wypuścili.
Ten sam kierowca, ten sam samochód, ta sama droga, jak i jej koniec.
-Witamy z powrotem Shota...
wtorek, 2 czerwca 2015
Rozdział 11
Spałem jak małe dziecko. I pewnie spałbym tak do późna, gdyby nie mama który mnie obudził.
-Shota, wstawaj.- Potrząsając moim ramieniem chciał mnie obudzić, ale ja tylko mruknąłem coś pod nosem odwracając się na drugi bok. Jakoś nie było mi śpieszno do tego, aby zacząć być dziwką. Mimo wszystko nie potrafiłem ukryć swoich prawdziwych emocji. -Shota! -Wydarł się, a ja nie chcąc się narazić na kolejny jego wybuch, podniosłem się leniwie z łóżka i spojrzałem w jego stronę.
-Zadowolony?-Spytałem, patrząc na niego spod przymrużonych oczu.
-Jak cholera.-Powiedział po czym podszedł do jednej z szaf i wyciągnął z niej ubrania, które kazał mi nałożyć. Nakładając je posłusznie, wyszliśmy z pokoju stając na środku korytarza.
-Pokoje, które znajdują się po obu stronach są dla klientów, w których oczywiście macie za zadanie zaspokoić ich największe pragnienia i potrzeby. Natomiast pokój który znajduję się na samym środku, naprzeciwko nas, jest przeznaczony dla klientów specjalnych. A jeśli chodzi o to gdzie będziesz mieszkał, to pamiętasz może te pokoje jak wchodziłeś do klubu? - W odpowiedzi pokiwałem tylko głową. - To właśnie tam.- Nie podobała mi się ogólna wizja tego wszystkiego, ale nie miałem innego wyjścia. Płakanie i tupanie nogą w niczym by mi nie pomogło.
-Mówiąc specjalnych klientów, to kogo miałeś na myśli? -Spytałem patrząc na niego.
- Prezydenci, premierzy, gwiazdy muzyki jak i filmu i tak dalej.- Na jego słowa otworzyłem szeroko oczy, nie mogąc w to uwierzyć.
-Shota, wstawaj.- Potrząsając moim ramieniem chciał mnie obudzić, ale ja tylko mruknąłem coś pod nosem odwracając się na drugi bok. Jakoś nie było mi śpieszno do tego, aby zacząć być dziwką. Mimo wszystko nie potrafiłem ukryć swoich prawdziwych emocji. -Shota! -Wydarł się, a ja nie chcąc się narazić na kolejny jego wybuch, podniosłem się leniwie z łóżka i spojrzałem w jego stronę.
-Zadowolony?-Spytałem, patrząc na niego spod przymrużonych oczu.
-Jak cholera.-Powiedział po czym podszedł do jednej z szaf i wyciągnął z niej ubrania, które kazał mi nałożyć. Nakładając je posłusznie, wyszliśmy z pokoju stając na środku korytarza.
-Pokoje, które znajdują się po obu stronach są dla klientów, w których oczywiście macie za zadanie zaspokoić ich największe pragnienia i potrzeby. Natomiast pokój który znajduję się na samym środku, naprzeciwko nas, jest przeznaczony dla klientów specjalnych. A jeśli chodzi o to gdzie będziesz mieszkał, to pamiętasz może te pokoje jak wchodziłeś do klubu? - W odpowiedzi pokiwałem tylko głową. - To właśnie tam.- Nie podobała mi się ogólna wizja tego wszystkiego, ale nie miałem innego wyjścia. Płakanie i tupanie nogą w niczym by mi nie pomogło.
-Mówiąc specjalnych klientów, to kogo miałeś na myśli? -Spytałem patrząc na niego.
- Prezydenci, premierzy, gwiazdy muzyki jak i filmu i tak dalej.- Na jego słowa otworzyłem szeroko oczy, nie mogąc w to uwierzyć.
-Wieczorem będziesz miał pierwszego klienta. Do tego czasu masz wolne. Radziłbym Ci abyś dobrze spożytkował ten czas. O 19 masz być w tym samym pokoju co dzisiaj, a przyjdzie do Ciebie specjalista, który się Tobą zajmie.- Powiedział i tak po prostu sobie poszedł. Serio ? On jest tak naiwny czy głupi, przecież do tego czasu mogę stąd uciec ! Nie tracąc więcej czasu ruszyłem na sam dół, gdzie znajdował się klub. I w tamtym momencie cała moja pozytywna energia uleciała. Przy każdym wyjściu, jak i miejscach, które uciekinier mógłby wykorzystać były zastawione ochroniarzami. Ogólnie ten cały klub był nieźle strzeżony i nie było nawet mowy o ucieczce. Wzdychając cicho zacząłem rozglądać się po całym pomieszczeniu. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Każdy element wystroju był z najwyższej półki i odpowiednio dopasowany do całego wystroju. Od razu widać było, że to miejsce nie jest przeznaczone dla zwykłych ludzi, nawet takich którzy mają więcej pieniędzy.
Mimo, że był dopiero ranek, można było zobaczyć już pierwszych klientów. Tych mniej jak i bardziej pijanych. Niektórzy siedzieli w specjalnych lożach, a jeszcze inny przy barze, zapewne zatapiając smutki w alkoholu.
Przez czas jaki przeznaczyłem głównie na zwiedzaniu, nie poznałem nikogo, ani nie widziałem nikogo oprócz ochroniarzy, których można było spotkać niemalże wszędzie.
Przez czas jaki przeznaczyłem głównie na zwiedzaniu, nie poznałem nikogo, ani nie widziałem nikogo oprócz ochroniarzy, których można było spotkać niemalże wszędzie.
Widząc godzinę 19 na zegarze siedziałem na łóżku czekając na specjalistę, który zapewne miał mnie przygotować do wizyty z moim pierwszym klientem.
Po chwili mój wzrok padł na otwierające się drzwi, w których zobaczyłem ku mojemu zdziwieniu, kobietę.
-Hej, to ty jesteś nowy, prawda?- Kiwając głową zastanawiałem się jak może uśmiechać się tak szeroko w takim miejscu.-Cześć.-Przywitała się i z wielkim entuzjazmem podeszła do mnie i wyciągnęła w moim kierunku rękę.
-Hej.-Odpowiedziałem ściskając jej rękę.
-W łazience powinno wszystko na Ciebie czekać. Weź kąpiel i masz na nią maksymalnie pół godziny. Ja w tym czasie przygotuje się. -Mówiąc krótkie "ok" ruszyłem swój tyłek i poszedłem do łazienki, widząc po drodze kątem oka, jak zaczyna wyciągać różne rzeczy, aż z trzech kosmetyczek.
Trochę mnie to przeraziło, ale powiedziałem sobie, że będzie dobrze i w cale nie będę miał tego wszystkiego na twarzy. Ze złudnymi nadziejami rozebrałem się i wszedłem do wanny po brzegi wypełnioną wodą.
Po kąpieli, na swoje nagie ciało założyłem tylko czarny szlafrok z satyny, wychodząc z pomieszczenia.
Dziewczyna widząc mnie uśmiechnęła się do mnie i pokazała ruchem dłoni, abym usiadł przy toaletce.
Podczas, gdy ja bezmyślnie wgapiałem się w swoje odbicie, brunetka robiła z moimi włosami prawdziwe cuda, jak i z makijażem jaki nakładała na moje powieki.
-Po co to wszystko? - Nie widziałem sensu w godzinnym przygotowywaniu, skoro i tak włosy się rozwalą, a makijaż w najgorszym wypadku rozmaże.
-Każdy ma swoje zachcianki, fetysze, żądania, a ja mam za zadanie je spełnić odpowiednio przygotowując osobę z którą dany klient spędzi noc. Tu chodzi o naprawdę duże pieniądze, więc nie pozwalają sobie na jakieś niedociągnięcia.- I wszystko stało się jasne. Jak zwykle chodziło o nic innego jak pieniądze. Zawsze chodzi o nie, więc jej odpowiedź niezbyt mnie zdziwiła.
-Na korytarzu czeka na Ciebie mama. Powie Ci co i jak. Ja już swoje zrobiłam. - Jak powiedziała tak i było. Czekał na mnie, a gdy mnie zobaczył zilustrował mnie od góry do dołu, oceniając jak wyglądam.
-Noc spędzisz z szefem kierujący najbardziej wpływowym gangiem w kraju. - Cholernie się bałem, a ta informacja tylko pogorszyła sprawę. Stojąc przed drzwiami, chłopak złapał mnie za ramię i spytał mnie się, czy chciałbym usłyszeć jakąś ostatnią wskazówkę.
-Ale ja nawet jednej nie dostałem! -Krzyknąłem, ale zaraz mnie ucieszył patrząc na mnie surowym wzrokiem.
-Najlepiej czekaj na niego już nagi na łóżku. Zapewne teraz bierze prysznic, więc masz jeszcze trochę czasu. Powodzenia. - Miałem drobne kłopoty z wejściem do środka. No dobra. Miałem ogromne problemy z wejściem tam, ponieważ w momencie gdy moja ręka zetknęła się z klamką nic więcej nie byłem w stanie zrobić. Mama trochę się zirytował i siłą wepchnął mnie do środka.
-Dobra Shota dasz radę. -Powiedziałem do siebie cicho biorąc głęboki wdech i wydech. Rzucając gdzieś w kąt szlafrok położyłem się na śnieżnobiałej pościeli czekając, na mojego klienta.
Jak się okazało był to mężczyzna na moje oko po czterdziestce i w momencie, gdy wyszedł nagi z kropelkami wody na ciele od razu podszedł do mnie i wręcz się na mnie rzucił. Nie powiedział nic ani o nic się nie spytał, a na to właśnie liczyłem. Na rozmowę dzięki której chociaż trochę opóźnię to co nieuniknione. Z drugiej strony co ja sobie myślałem? Przecież jakiś tam szef nie będzie rozmawiał z dziwką.
To była najgorsza godzina w moim życiu. Przysięgam na wszystko co dla mnie cenne, że wolałbym siedzieć w tamtej cholernej piwnicy i gnić niż być teraz tutaj z tym facetem.
Przez cały stosunek modliłem się o to, aby już skończył i mnie nie dotykał, nie całował. Był brutalny i na nic nie zważał. Nic go nie obchodziło. Myślał tylko o swoich własnych potrzebach. Ale w końcu od czego są dziwki prawda?
Wszystko mnie bolało, a po policzkach spływały łzy. Czułem się brudny, zeszmacony, do niczego. Czułem się tak jakby odebrał mi coś, co było dla mnie wszystkim. Przez myśl przeszedł mi Adam i to, że go zdradziłem. Nie powinienem o tym myśleć, ale to było silniejsze ode mnie. W końcu to on był i będzie moim pierwszym razem. Nigdy tego nie zapomnę.
Mężczyzna już dawno spał, a ja leżałem jak najdalej od niego cicho łkając. Nie powinienem tak postępować, ale w tej chwili miałem w dupie jakiekolwiek zasady jakich musiałem przestrzegać. Po cichu ubierając na siebie szlafrok, wyszedłem z pokoju kierując się w stronę baru. Starając się nie zwrócić na siebie uwagi podszedłem do jednego z barmanów i poprosiłem o coś mocnego. Ten widząc mnie w takim, a nie innym stanie dał mi ją prowadząc mnie na zaplecze. Pomieszczenie było bardzo małe, ale było dość miejsca, aby mogła stać tam kanapa, na której usiadłem, biorąc pierwszy łyk trunku.
-Za pół godziny kończę swoją zmianę. Poczekaj na mnie ok? - Powiedział i wyszedł od razu, zostawiając mnie samego.
Podkulając nogi pod brodę owinąłem je jedną ręką, a drugą wlewałem w siebie co chwilę alkohol. Siedziałem tak przez cały czas jak ostatnia sierota, drżąc ze strachu. Nie wiedziałem co się ze mną dzieję. Zacząłem słyszeć jakieś szepty, ciągle zdawało mi się, że obok mnie siedzi tamten facet i tym razem chcę zrobić to samo tylko bardziej brutalnie.
Brałem łyk za łykiem, ale to nic nie pomagało. Nadal wszystko słyszałem. Czułem się jakbym był właśnie na odwyku po kilkunastu latach ćpania. Po chwili poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. Przestraszyłem się i odsunąłem się na sam koniec mebla.
-Spokojnie, to tylko ja.- Usłyszałem i od razu podniosłem głowę do góry ujrzawszy barmana, który chciał mi pomóc.
Usiadł koło mnie i siedział nic nie mówiąc. Jednak po jakimś czasie w którym zdążyłem wypić całą butelkę, odwrócił się w moją stronę i delikatnie pogłaskał mnie po głowie.
-Wiesz, że pierwszy raz widzę, aby ktoś przeżywał tak bardzo swój pierwszy raz z klientem tutaj ? Pracuję tu prawię większość swojego życia i nawet mama nie jest w stanie zrozumieć tego co przeżywacie. Każdy tutaj nie ma serca, chyba tylko ja je posiadam...-Nie mogłem go dalej słuchać. Nie obchodziło mnie to. Byłem wdzięczny, ale na tym się kończyło. Moje myśli i tak wypełniał Adam i to co się stało godzinę temu.- Przepraszam, chyba za dużo gadam.- Stwierdził, a ja pokiwałem głową lekko się uśmiechając.
-Mogę się do Ciebie przytulić ?- Słowa same wydostały się z moich ust. Potrzebowałem teraz jakiegoś wsparcia, bo inaczej nie przeżyłbym kolejnego dnia.
-Co ? Ale...- Przerwałem jego wypowiedź przytulając się do niego, mimo, że nie powiedział, że mogę to zrobić. Wdrapałem się na jego kolana i wtuliłem się w jego klatkę piersiową jak małe dziecko. Nic nie mówiąc głaskał mnie po plecach i głowie, mówiąc do mojego ucha jakieś słowa. Nie wiedząc nawet kiedy zasnąłem w jego objęciach, wyczerpany przez emocje jakie dzisiaj mną władały...
Brałem łyk za łykiem, ale to nic nie pomagało. Nadal wszystko słyszałem. Czułem się jakbym był właśnie na odwyku po kilkunastu latach ćpania. Po chwili poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. Przestraszyłem się i odsunąłem się na sam koniec mebla.
-Spokojnie, to tylko ja.- Usłyszałem i od razu podniosłem głowę do góry ujrzawszy barmana, który chciał mi pomóc.
Usiadł koło mnie i siedział nic nie mówiąc. Jednak po jakimś czasie w którym zdążyłem wypić całą butelkę, odwrócił się w moją stronę i delikatnie pogłaskał mnie po głowie.
-Wiesz, że pierwszy raz widzę, aby ktoś przeżywał tak bardzo swój pierwszy raz z klientem tutaj ? Pracuję tu prawię większość swojego życia i nawet mama nie jest w stanie zrozumieć tego co przeżywacie. Każdy tutaj nie ma serca, chyba tylko ja je posiadam...-Nie mogłem go dalej słuchać. Nie obchodziło mnie to. Byłem wdzięczny, ale na tym się kończyło. Moje myśli i tak wypełniał Adam i to co się stało godzinę temu.- Przepraszam, chyba za dużo gadam.- Stwierdził, a ja pokiwałem głową lekko się uśmiechając.
-Mogę się do Ciebie przytulić ?- Słowa same wydostały się z moich ust. Potrzebowałem teraz jakiegoś wsparcia, bo inaczej nie przeżyłbym kolejnego dnia.
-Co ? Ale...- Przerwałem jego wypowiedź przytulając się do niego, mimo, że nie powiedział, że mogę to zrobić. Wdrapałem się na jego kolana i wtuliłem się w jego klatkę piersiową jak małe dziecko. Nic nie mówiąc głaskał mnie po plecach i głowie, mówiąc do mojego ucha jakieś słowa. Nie wiedząc nawet kiedy zasnąłem w jego objęciach, wyczerpany przez emocje jakie dzisiaj mną władały...
niedziela, 31 maja 2015
Rozdział 10
-Jedziemy na wycieczkę.-Powiedział,a mi aż serce podskoczyło do gardła. Nie podobało mi się to zwłaszcza, że powiedział to takim tonem głosu, którego naprawdę rzadko używał. Był zimny, oschły i sprawiał, że po moim ciele przechodziła gęsia skórka. Przekręcając klucz w zamku, z impetem otworzył drzwi i podszedł do mnie zdecydowanym krokiem łapiąc mnie za rękę. Z ogromną siłą podniósł mnie do góry, a ja zajęczałem cicho z bólu, zastanawiając się czy gdyby nie użył trochę większej siły to nie urwałby mi jej. Jego uścisk z każdą chwilą był coraz mocniejszy, ale go to chyba w cale nie obchodziło. Wyglądało to tak jakby robił to specjalnie, zwłaszcza, gdy wręcz ciągnął mnie po schodach, kiedy nogi uginały mi się z osłabienia.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się na górze, a moje biedne oczy przywitało intensywne światło dochodzące z holu. Mrugając kilka razy, mogłem dopiero wtedy cokolwiek zobaczyć. W holu nikogo nie było. Jak zwykle recepcjonistka stała za ladą ze swoim sztucznym uśmiechem. I nie tylko jej uśmiech był sztuczny, wszystko tutaj było sztuczne i nieprawdziwe. Hotel, phi też mi coś. Marna przykrywka dla tego co tu się naprawdę dzieje.
Adam zaciągnął mnie aż na tyły hotelu, gdzie stał czarny duży samochód, przygotowany chyba specjalnie dla mnie.
-Och, kochanie nie musiałeś. Mogłem przecież pojechać tirem przygnieciony innymi ludźmi. Nie musiałeś, aż tak się wysilać. Nie śpieszno Ci było do zdobycia pieniędzy za mnie ?- Najchętniej chciałem krzyknąć żeby mnie w końcu puścił, albo trochę rozluźnił uścisk, ale nie chciałem dać mu tej satysfakcji. Wolałem pokazać mu jak bardzo go nienawidzę za to wszystko, mimo, że to kompletna bzdura. Nadal mi na nim zależy, z tym, że teraz nasze stosunki wyglądałyby znacznie inaczej, gdybyśmy ponownie byli razem.
-Uważaj na słowa skarbie, bo możesz załapać się na drugą turę.- Przyciągnął mnie do siebie i wysyczał mi to wszystko prosto w twarz patrząc prosto w moje oczy z czystym jadem.
-To ja chyba poczekam. Mogę ? Niech to będzie prezent dla mnie z okazji moich urodzin. Przecież lepszego prezentu nie mógłbym sobie wymarzyć, prawda ? Zostać sprzedanym przez własnego chłopaka, to prawdziwy rarytas, nie ? - Tak. Dzisiaj były moje urodziny i chyba gorzej ich spędzić nie mogłem. Widziałem po nim, że się nieźle wkurzył, ale nic nie powiedział, tylko otworzył drzwi od samochodu i wepchnął mnie tam siłą, zatrzaskując je z ogromnym zamachem.
Rozglądając się zauważyłem, że za kierownicą siedzi już kierowca. Nie wiem dla czego, ale sprawiło to, że się zawiodłem. Wiem, nie powinienem, ale wolałbym aby jechał ze mną Adam. Wzdychając cicho podniosłem się do pionu i po cichu zapiąłem pas, gdy ruszyliśmy z miejsca.
W czasie drogi zasnąłem co było dla mojego organizmu zbawieniem. Przez czas jaki byłem w tym okropnym miejscu, nie zmrużyłem oka.
-Jesteśmy na miejscu.- Dopiero głos kierowcy mnie obudził. Przetarłem lekko oczy i zerknąłem przez okno. Byliśmy przed jakimś budynkiem, a raczej na jego tyłach.
Kierowca wyszedł i otworzył drzwi od mojej strony. Nie odzywając się wyszedłem z auta i poszedłem za nim. Otworzył duże metalowe czarne drzwi i weszliśmy do środka.
Szczerze ? Nie obchodziło mnie co teraz się ze mną stanie. Nie obchodziło mnie co będę musiał tu robić, jak długo tu będę i czy będę miał jakiekolwiek szanse na powrót do domu. Było już mi wszystko obojętne. W momencie kiedy Adam potraktował mnie tak bestialsko wyciągając z klatki, poczułem się jak worek gówna. Czułem się teraz jakbym stracił wszystko, przez co teraz było mi wszystko obojętne.
Schodząc po schodach, do moich uszu docierały dźwięki muzyki docierająca z niewiadomego mi miejsca. Dopiero, gdy przeszliśmy przez prowizoryczne drzwi ze sznurków, znaleźliśmy się na dosyć szerokim korytarzu. Po obu stronach znajdowały się drzwi. Jedne koło drugich.
Po pewnym czasie, musieliśmy pokonać kolejne schody. Gdy tylko je pokonaliśmy znaleźliśmy się w jakimś klubie.
-Och, czyli Adam wysłał mnie tutaj jako dziwkę.- Mruknąłem sam do siebie, ale chyba mój kierowca to usłyszał, bo odwrócił się w moją stronę, mówiąc.
-Ktoś tu jest domyślny. Adam potraktował Cię wyjątkowo łagodnie. Ciesz się, bo inni właśnie teraz płyną z rybkami w jakiejś rzece.- Nie odpowiedziałem nic tylko czekałem aż zacznie iść ,znowu przed siebie, co po chwili zrobił. Nie obchodziło mnie jak Adam mnie potraktował, bo wiedziałem aż za dobrze jak to zrobił. I nic w tym łagodnego nie było. Przechodząc przez tłum tańczących ludzi kierowaliśmy się w stronę schodów, które prowadziły do drugiego piętra budynku. Ku mojemu zdziwieniu były one strzeżone przez ochroniarzy, gdzie jakiś facet rozmawiał z jednym z nich. Kierowca podszedł do niego i złapał go za ramię dzięki czemu odwrócił się w jego stronę. Na początku miał oburzoną minę jednak, gdy tylko zobaczył kto go zaczepił uśmiechnął się i powiedział coś do niego. Nie słyszałem nic przez głośną muzykę więc mogłem się tylko domyślać, że przywitał się z nim. Kierowca natomiast pochylił się i zaczął mówić coś do jego ucha patrząc na mnie. Ten nagle spoważniał i również swój wzrok skierował na mnie. Zapewne dowiedział się kto mnie tu przysłał. Czy on musi wszystkich przyprawiać o zawał serca?
Po kilku minutach kierowca poszedł gdzieś w cholerę, a facet z którym rozmawiał podszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Chodź za mną. -Powiedział mi do ucha i złapał mnie za rękę prowadząc mnie na górę. W połowie drogi odwróciłem się za siebie i zobaczyłem jak dwóch ochroniarzy ponownie zastawia barierki.
-Jak masz na imię? -Dopiero głos nieznanego mi faceta sprawił, że znowu patrzyłem przed siebie.
-Shota.-Odpowiedziałem dorównując mu w kroku.
-Mnie tu nazywają mama. I w sumie po części jest to prawda. Zajmuje się wszystkimi chłopakami jacy to trafili. Jestem tak jakby szefem tego co dzieję się tutaj. Wszystko zależy ode mnie. To ja wszystko ustalam, zmieniam i tak dalej. O tą resztę na dole dba ktoś inny. Miej nadzieję, że go nie spotkasz. Przerażający facet. - Na jego słowa pokiwałem tylko głową. Zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju który był odłączony od reszty jaka znajdowała się po obu stronach dużego korytarza. Weszliśmy do środka. Nie było w nim nic nadzwyczajnego . Zwykłe łóżko i meble, oraz puchaty dywan na środku. Jedyną rzeczą przekuwającą uwagę były toaletki z dużym oświetleniem i dużą ilością kosmetyków, oraz szafy w których było mnóstwo ubrań na wieszakach.
Zaprowadził mnie do dosyć sporej łazienki, przygotowując dla mnie kąpiel z jakimiś kulkami i płynami do kąpieli.
- Dasz radę sam? -Pokiwałem głową, a on wyszedł z łazienki zostawiając mnie samego. Z cichym westchnieniem zacząłem się rozbierać. Gdy byłem już nagi, wszedłem do dużej wanny, wcześniej zakręcając korki z wodą. Zanurzając się prawie cały odetchnąłem z ulgą.
- Tego mi brakowało. -Powiedziałem sam do siebie przymykając oczy. Byłem okropnie brudny, a moje ubrania były przesiąknięte wilgocią.
Od razu wziąłem się za mycie. Będąc już czysty i pachnący wyszedłem z wanny owijając wokół bioder biały ręcznik.
W momencie, gdy zawiązywałem sobie ręcznik, aby nie spadł zauważyłem spore siniaki na mojej ręce. W tamtym momencie pękłem i zacząłem płakać. Ryczałem jak małe dziecko, siedząc na brzegu wanny.
Nie było już mi wszystko jedno. Tak na prawdę bałem się wszystkiego co mnie teraz otaczało. Ci ludzie, ten klub. A główną przyczyną mojego płaczu był Adam. Cholera, kocham go! A on, tak mnie potraktował. Mam nadzieję, że zaraz okaże się, że to tylko sen. I obudzę się wtulony w jego ciepłe ciało.
Po chwili usłyszałem jak drzwi od łazienki otwierają się. Chciałem szybko pozbyć się moich łez. Dowodów mojej słabości, ale było już za późno, bo mama zdążył zobaczyć jak wycieram mokre policzki.
-Widziałem twardzielu. Nie musisz tego ukrywać. Płacz jeśli chcesz. To pomaga.- Jego głos był taki spokojny i miły dla uszu, że w momencie, gdy się odezwał spojrzałem na niego.
Usiadł obok mnie i odwrócił moją głowę w swoją stronę.
Chcesz o tym pogadać? - Spytał, a ja od razu pokręciłem głową, nie chcąc powiedzieć ani słowa. -Rozumiem. W takim razie zostawiam Cię samego. Na łóżku masz ciuchy do spania i dużą ilość jedzenia. Najedz się i połóż się spać. Jutro Ci wszystko wyjaśnię i zaprowadzę do pokoju w którym będziesz mieszkał. - Ostatni raz się do mnie uśmiechając wstał i wyszedł z pomieszczenia. Po chwili zrobiłem to samo i ubrałem się w czyste bokserki i białą koszulkę, która sięgała mi do połowy ud. Na czerwonej pościeli widniały dwie duże tacki z jedzeniem, które opróżniłem mimo tego, że miałem milion argumentów, aby nie jeść tego jedzenia. Niestety jeden duży argument mówiący o tym, że jestem cholernie głodny, wygrał. Najedzony, wszedłem pod kołdrę i przykryłem się cały po chwili zasypiając.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się na górze, a moje biedne oczy przywitało intensywne światło dochodzące z holu. Mrugając kilka razy, mogłem dopiero wtedy cokolwiek zobaczyć. W holu nikogo nie było. Jak zwykle recepcjonistka stała za ladą ze swoim sztucznym uśmiechem. I nie tylko jej uśmiech był sztuczny, wszystko tutaj było sztuczne i nieprawdziwe. Hotel, phi też mi coś. Marna przykrywka dla tego co tu się naprawdę dzieje.
Adam zaciągnął mnie aż na tyły hotelu, gdzie stał czarny duży samochód, przygotowany chyba specjalnie dla mnie.
-Och, kochanie nie musiałeś. Mogłem przecież pojechać tirem przygnieciony innymi ludźmi. Nie musiałeś, aż tak się wysilać. Nie śpieszno Ci było do zdobycia pieniędzy za mnie ?- Najchętniej chciałem krzyknąć żeby mnie w końcu puścił, albo trochę rozluźnił uścisk, ale nie chciałem dać mu tej satysfakcji. Wolałem pokazać mu jak bardzo go nienawidzę za to wszystko, mimo, że to kompletna bzdura. Nadal mi na nim zależy, z tym, że teraz nasze stosunki wyglądałyby znacznie inaczej, gdybyśmy ponownie byli razem.
-Uważaj na słowa skarbie, bo możesz załapać się na drugą turę.- Przyciągnął mnie do siebie i wysyczał mi to wszystko prosto w twarz patrząc prosto w moje oczy z czystym jadem.
-To ja chyba poczekam. Mogę ? Niech to będzie prezent dla mnie z okazji moich urodzin. Przecież lepszego prezentu nie mógłbym sobie wymarzyć, prawda ? Zostać sprzedanym przez własnego chłopaka, to prawdziwy rarytas, nie ? - Tak. Dzisiaj były moje urodziny i chyba gorzej ich spędzić nie mogłem. Widziałem po nim, że się nieźle wkurzył, ale nic nie powiedział, tylko otworzył drzwi od samochodu i wepchnął mnie tam siłą, zatrzaskując je z ogromnym zamachem.
Rozglądając się zauważyłem, że za kierownicą siedzi już kierowca. Nie wiem dla czego, ale sprawiło to, że się zawiodłem. Wiem, nie powinienem, ale wolałbym aby jechał ze mną Adam. Wzdychając cicho podniosłem się do pionu i po cichu zapiąłem pas, gdy ruszyliśmy z miejsca.
W czasie drogi zasnąłem co było dla mojego organizmu zbawieniem. Przez czas jaki byłem w tym okropnym miejscu, nie zmrużyłem oka.
-Jesteśmy na miejscu.- Dopiero głos kierowcy mnie obudził. Przetarłem lekko oczy i zerknąłem przez okno. Byliśmy przed jakimś budynkiem, a raczej na jego tyłach.
Kierowca wyszedł i otworzył drzwi od mojej strony. Nie odzywając się wyszedłem z auta i poszedłem za nim. Otworzył duże metalowe czarne drzwi i weszliśmy do środka.
Szczerze ? Nie obchodziło mnie co teraz się ze mną stanie. Nie obchodziło mnie co będę musiał tu robić, jak długo tu będę i czy będę miał jakiekolwiek szanse na powrót do domu. Było już mi wszystko obojętne. W momencie kiedy Adam potraktował mnie tak bestialsko wyciągając z klatki, poczułem się jak worek gówna. Czułem się teraz jakbym stracił wszystko, przez co teraz było mi wszystko obojętne.
Schodząc po schodach, do moich uszu docierały dźwięki muzyki docierająca z niewiadomego mi miejsca. Dopiero, gdy przeszliśmy przez prowizoryczne drzwi ze sznurków, znaleźliśmy się na dosyć szerokim korytarzu. Po obu stronach znajdowały się drzwi. Jedne koło drugich.
Po pewnym czasie, musieliśmy pokonać kolejne schody. Gdy tylko je pokonaliśmy znaleźliśmy się w jakimś klubie.
-Och, czyli Adam wysłał mnie tutaj jako dziwkę.- Mruknąłem sam do siebie, ale chyba mój kierowca to usłyszał, bo odwrócił się w moją stronę, mówiąc.
-Ktoś tu jest domyślny. Adam potraktował Cię wyjątkowo łagodnie. Ciesz się, bo inni właśnie teraz płyną z rybkami w jakiejś rzece.- Nie odpowiedziałem nic tylko czekałem aż zacznie iść ,znowu przed siebie, co po chwili zrobił. Nie obchodziło mnie jak Adam mnie potraktował, bo wiedziałem aż za dobrze jak to zrobił. I nic w tym łagodnego nie było. Przechodząc przez tłum tańczących ludzi kierowaliśmy się w stronę schodów, które prowadziły do drugiego piętra budynku. Ku mojemu zdziwieniu były one strzeżone przez ochroniarzy, gdzie jakiś facet rozmawiał z jednym z nich. Kierowca podszedł do niego i złapał go za ramię dzięki czemu odwrócił się w jego stronę. Na początku miał oburzoną minę jednak, gdy tylko zobaczył kto go zaczepił uśmiechnął się i powiedział coś do niego. Nie słyszałem nic przez głośną muzykę więc mogłem się tylko domyślać, że przywitał się z nim. Kierowca natomiast pochylił się i zaczął mówić coś do jego ucha patrząc na mnie. Ten nagle spoważniał i również swój wzrok skierował na mnie. Zapewne dowiedział się kto mnie tu przysłał. Czy on musi wszystkich przyprawiać o zawał serca?
Po kilku minutach kierowca poszedł gdzieś w cholerę, a facet z którym rozmawiał podszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Chodź za mną. -Powiedział mi do ucha i złapał mnie za rękę prowadząc mnie na górę. W połowie drogi odwróciłem się za siebie i zobaczyłem jak dwóch ochroniarzy ponownie zastawia barierki.
-Jak masz na imię? -Dopiero głos nieznanego mi faceta sprawił, że znowu patrzyłem przed siebie.
-Shota.-Odpowiedziałem dorównując mu w kroku.
-Mnie tu nazywają mama. I w sumie po części jest to prawda. Zajmuje się wszystkimi chłopakami jacy to trafili. Jestem tak jakby szefem tego co dzieję się tutaj. Wszystko zależy ode mnie. To ja wszystko ustalam, zmieniam i tak dalej. O tą resztę na dole dba ktoś inny. Miej nadzieję, że go nie spotkasz. Przerażający facet. - Na jego słowa pokiwałem tylko głową. Zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju który był odłączony od reszty jaka znajdowała się po obu stronach dużego korytarza. Weszliśmy do środka. Nie było w nim nic nadzwyczajnego . Zwykłe łóżko i meble, oraz puchaty dywan na środku. Jedyną rzeczą przekuwającą uwagę były toaletki z dużym oświetleniem i dużą ilością kosmetyków, oraz szafy w których było mnóstwo ubrań na wieszakach.
Zaprowadził mnie do dosyć sporej łazienki, przygotowując dla mnie kąpiel z jakimiś kulkami i płynami do kąpieli.
- Dasz radę sam? -Pokiwałem głową, a on wyszedł z łazienki zostawiając mnie samego. Z cichym westchnieniem zacząłem się rozbierać. Gdy byłem już nagi, wszedłem do dużej wanny, wcześniej zakręcając korki z wodą. Zanurzając się prawie cały odetchnąłem z ulgą.
- Tego mi brakowało. -Powiedziałem sam do siebie przymykając oczy. Byłem okropnie brudny, a moje ubrania były przesiąknięte wilgocią.
Od razu wziąłem się za mycie. Będąc już czysty i pachnący wyszedłem z wanny owijając wokół bioder biały ręcznik.
W momencie, gdy zawiązywałem sobie ręcznik, aby nie spadł zauważyłem spore siniaki na mojej ręce. W tamtym momencie pękłem i zacząłem płakać. Ryczałem jak małe dziecko, siedząc na brzegu wanny.
Nie było już mi wszystko jedno. Tak na prawdę bałem się wszystkiego co mnie teraz otaczało. Ci ludzie, ten klub. A główną przyczyną mojego płaczu był Adam. Cholera, kocham go! A on, tak mnie potraktował. Mam nadzieję, że zaraz okaże się, że to tylko sen. I obudzę się wtulony w jego ciepłe ciało.
Po chwili usłyszałem jak drzwi od łazienki otwierają się. Chciałem szybko pozbyć się moich łez. Dowodów mojej słabości, ale było już za późno, bo mama zdążył zobaczyć jak wycieram mokre policzki.
-Widziałem twardzielu. Nie musisz tego ukrywać. Płacz jeśli chcesz. To pomaga.- Jego głos był taki spokojny i miły dla uszu, że w momencie, gdy się odezwał spojrzałem na niego.
Usiadł obok mnie i odwrócił moją głowę w swoją stronę.
Chcesz o tym pogadać? - Spytał, a ja od razu pokręciłem głową, nie chcąc powiedzieć ani słowa. -Rozumiem. W takim razie zostawiam Cię samego. Na łóżku masz ciuchy do spania i dużą ilość jedzenia. Najedz się i połóż się spać. Jutro Ci wszystko wyjaśnię i zaprowadzę do pokoju w którym będziesz mieszkał. - Ostatni raz się do mnie uśmiechając wstał i wyszedł z pomieszczenia. Po chwili zrobiłem to samo i ubrałem się w czyste bokserki i białą koszulkę, która sięgała mi do połowy ud. Na czerwonej pościeli widniały dwie duże tacki z jedzeniem, które opróżniłem mimo tego, że miałem milion argumentów, aby nie jeść tego jedzenia. Niestety jeden duży argument mówiący o tym, że jestem cholernie głodny, wygrał. Najedzony, wszedłem pod kołdrę i przykryłem się cały po chwili zasypiając.
Rozdział 9
To nie był sen, to była rzeczywistość. Uświadomiłem to sobie w momencie, gdy pod opuszkami palców poczułem zimny i wilgotny beton, a wokół mnie nie było nic prócz ciemności. Byłem zapewne w jakiejś piwnicy, tak myślałem, do czasu. Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, idąc powoli na czworaka, natrafiłem na metalowe kraty, z każdej strony. To świadczyło tylko o jednym. Byłem w jakiejś klatce.
To miejsce mnie przerażało, co chwilę słyszałem jakieś szepty, ruchy, jakbym nie był tu sam.
W powietrzu dało się wyczuć wilgoć, w dodatku śmierdziało, jakbym był w jednym z domków z obozu koncentracyjnego.
To sprawiało, że moja głowa bolała mnie jeszcze bardziej. Wczorajszy alkohol, smród i uderzenie w głowę. No właśnie, uderzenie w głowę. Cały czas wydaję mi się, że zrobił to Adam. Pamiętam jego twarz jak za mgłą, ale nawet tak rozpoznałbym go, więc jestem pewny, że to on. I tutaj rodzi się pytanie, dlaczego?
Odpowiedź sama się nasuwa. Musiał dowiedzieć się kim jestem. To jedyne logiczne wyjaśnienie. I nawet domyślam się od kogo się tego dowiedział.
Nagle, usłyszałem jak głośne skrzypienie drzwi roznosi się po całym pomieszczeniu. Ciężkie kroki, głosy jakiś ludzi, to wszystko sprawiało, że moje serce zaczynało szybciej bić. Prawda uderzała we mnie z każdą mijającą chwilą. Dzięki otwartym drzwiom do pomieszczenia wpadało słabe światło co uniemożliwiło mi zobaczenie twarzy nieznajomego.
Człowiek, który właśnie tu wszedł zatrzymał się na chwilę, by zaraz zrobić jeszcze kilka kroków i ponownie zatrzymać się, by wyciągnąć klucze, które odbiły się echem. Opierając się plecami o metalowe kraty, ów ktoś otworzył tą cholerną klatkę i wszedł do niej.
Zatrzymał się tuż koło mnie i kucnął dotykając mojego ramienia. Ten dotyk, te perfumy. To był Adam.
I wszystko stało się dla mnie jasne. Znajdowałem się w jednych z tych pomieszczeń, gdzie przetrzymywali ludzi, aby potem ich wywieźć albo sprzedać. Te szepty i ruchy musiały należeć do nich.
- Nie chciałem tego robić, ale nie dałeś mi wyboru. Teraz spotka Cię ten sam los co innych. -Jego głos był przepełniony jadem i wściekłością, ale dało się wyczuć, żal i smutek. Był zły i mnie nienawidził, jednocześnie nie mógł do końca zapomnieć o tym co nas łączyło.
- A więc wszystko już wiesz.- Stwierdziłem, mrucząc cicho pod nosem.- Rozumiem Cię, ale nie mogę uwierzyć w to, że tak po prostu chcesz za jednym zamachem skreślić naszą miłość. Wszystko co nas łączyło.- Na moje słowa Adam parsknął śmiechem.
-Miłość? Oszukałeś mnie, okłamałeś, chciałeś wsadzić mnie za kratki. Gdyby nie mój Ojciec nadal ślepo bym wierzył w to, że mnie kochasz. Jestem niemal pewny, że cały czas tylko udawałeś i czekałeś na odpowiedni moment, aby powiadomić swojego tatusia, że masz już wszystko co potrzebne. Swoją drogą musiał być już naprawdę zdesperowany, że wpakował swojego syna do tego całego syfu.- Gdy mówił to wszystko do moich oczu napływały łzy. Wstał i odwrócił się wychodząc.
- Ale ja na prawdę się w Tobie zakochałem! -Wykrzyknąłem płaczliwym głosem chcąc zmienić jego nastawienie do całej tej sprawy. Nie chciałem, aby tak to się skończyło. - Myślisz, że dlaczego przez tak długi czas mój Ojciec nie dobrał się do Ciebie? Bo go odsuwałem od całej tej sprawy najdalej jak się da, mówiąc, że nie mam wystarczająco dużo informacji. Robiłem to, bo Cię kocham idioto! - Czułem jak łzy już opuściły moje oczy spływając po moich policzkach. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, ani zrobić żeby mi wybaczył.
-Dzięki za litość, ale nie prosiłem o nią. - Powiedział i zamknął klatkę wychodząc w ekspresowym tempie.
Nie wierzyłem w to co się właśnie działo. Wszystko poszło nie tak jak miało. Nie wierzyłem w to co właśnie zrobił mi Adam. Po prostu nie wierzyłem...
Nie wiem ile czasu tak tu siedziałem, czekając w sumie nie wiadomo na co. Gdyby mieli mnie zabić już dawno by to zrobili, tak samo jak z wywiezieniem i sprzedażą. Wiedziałem to, bo niedawno zabrali wszystkich. Zostałem tylko ja. Dawali mi jedzenie i wodę w miskach. Jak dla jakiegoś cholernego psa. Miałem swoją dumę i nawet nie tknąłem tego do ust. Po tym jak zostałem sam ktoś odsłonił okno o którym nie miałem pojęcia. Dzięki temu do pomieszczenia wpadały pojedyncze promyki słońca i nie widziałem w końcu tylko ciemności. Chociaż nie robiło mi to różnicy. Wolałbym tak naprawdę nie widzieć nic. Niewiedza w takich momentach jest bardzo korzystna.
Siedząc jak zwykle na podłodze i opierając się o kraty usłyszałem jak ktoś wchodzi do środka. Tym ktosiem okazał się Adam. Nienawidziłem go. Nienawidziłem go tylko dla tego, że nie potrafiłem czuć tego samego co on teraz do mnie. Nadal go cholernie kochałem. I to było moją słabością.
-Jedziemy na wycieczkę...
To miejsce mnie przerażało, co chwilę słyszałem jakieś szepty, ruchy, jakbym nie był tu sam.
W powietrzu dało się wyczuć wilgoć, w dodatku śmierdziało, jakbym był w jednym z domków z obozu koncentracyjnego.
To sprawiało, że moja głowa bolała mnie jeszcze bardziej. Wczorajszy alkohol, smród i uderzenie w głowę. No właśnie, uderzenie w głowę. Cały czas wydaję mi się, że zrobił to Adam. Pamiętam jego twarz jak za mgłą, ale nawet tak rozpoznałbym go, więc jestem pewny, że to on. I tutaj rodzi się pytanie, dlaczego?
Odpowiedź sama się nasuwa. Musiał dowiedzieć się kim jestem. To jedyne logiczne wyjaśnienie. I nawet domyślam się od kogo się tego dowiedział.
Nagle, usłyszałem jak głośne skrzypienie drzwi roznosi się po całym pomieszczeniu. Ciężkie kroki, głosy jakiś ludzi, to wszystko sprawiało, że moje serce zaczynało szybciej bić. Prawda uderzała we mnie z każdą mijającą chwilą. Dzięki otwartym drzwiom do pomieszczenia wpadało słabe światło co uniemożliwiło mi zobaczenie twarzy nieznajomego.
Człowiek, który właśnie tu wszedł zatrzymał się na chwilę, by zaraz zrobić jeszcze kilka kroków i ponownie zatrzymać się, by wyciągnąć klucze, które odbiły się echem. Opierając się plecami o metalowe kraty, ów ktoś otworzył tą cholerną klatkę i wszedł do niej.
Zatrzymał się tuż koło mnie i kucnął dotykając mojego ramienia. Ten dotyk, te perfumy. To był Adam.
I wszystko stało się dla mnie jasne. Znajdowałem się w jednych z tych pomieszczeń, gdzie przetrzymywali ludzi, aby potem ich wywieźć albo sprzedać. Te szepty i ruchy musiały należeć do nich.
- Nie chciałem tego robić, ale nie dałeś mi wyboru. Teraz spotka Cię ten sam los co innych. -Jego głos był przepełniony jadem i wściekłością, ale dało się wyczuć, żal i smutek. Był zły i mnie nienawidził, jednocześnie nie mógł do końca zapomnieć o tym co nas łączyło.
- A więc wszystko już wiesz.- Stwierdziłem, mrucząc cicho pod nosem.- Rozumiem Cię, ale nie mogę uwierzyć w to, że tak po prostu chcesz za jednym zamachem skreślić naszą miłość. Wszystko co nas łączyło.- Na moje słowa Adam parsknął śmiechem.
-Miłość? Oszukałeś mnie, okłamałeś, chciałeś wsadzić mnie za kratki. Gdyby nie mój Ojciec nadal ślepo bym wierzył w to, że mnie kochasz. Jestem niemal pewny, że cały czas tylko udawałeś i czekałeś na odpowiedni moment, aby powiadomić swojego tatusia, że masz już wszystko co potrzebne. Swoją drogą musiał być już naprawdę zdesperowany, że wpakował swojego syna do tego całego syfu.- Gdy mówił to wszystko do moich oczu napływały łzy. Wstał i odwrócił się wychodząc.
- Ale ja na prawdę się w Tobie zakochałem! -Wykrzyknąłem płaczliwym głosem chcąc zmienić jego nastawienie do całej tej sprawy. Nie chciałem, aby tak to się skończyło. - Myślisz, że dlaczego przez tak długi czas mój Ojciec nie dobrał się do Ciebie? Bo go odsuwałem od całej tej sprawy najdalej jak się da, mówiąc, że nie mam wystarczająco dużo informacji. Robiłem to, bo Cię kocham idioto! - Czułem jak łzy już opuściły moje oczy spływając po moich policzkach. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, ani zrobić żeby mi wybaczył.
-Dzięki za litość, ale nie prosiłem o nią. - Powiedział i zamknął klatkę wychodząc w ekspresowym tempie.
Nie wierzyłem w to co się właśnie działo. Wszystko poszło nie tak jak miało. Nie wierzyłem w to co właśnie zrobił mi Adam. Po prostu nie wierzyłem...
Nie wiem ile czasu tak tu siedziałem, czekając w sumie nie wiadomo na co. Gdyby mieli mnie zabić już dawno by to zrobili, tak samo jak z wywiezieniem i sprzedażą. Wiedziałem to, bo niedawno zabrali wszystkich. Zostałem tylko ja. Dawali mi jedzenie i wodę w miskach. Jak dla jakiegoś cholernego psa. Miałem swoją dumę i nawet nie tknąłem tego do ust. Po tym jak zostałem sam ktoś odsłonił okno o którym nie miałem pojęcia. Dzięki temu do pomieszczenia wpadały pojedyncze promyki słońca i nie widziałem w końcu tylko ciemności. Chociaż nie robiło mi to różnicy. Wolałbym tak naprawdę nie widzieć nic. Niewiedza w takich momentach jest bardzo korzystna.
Siedząc jak zwykle na podłodze i opierając się o kraty usłyszałem jak ktoś wchodzi do środka. Tym ktosiem okazał się Adam. Nienawidziłem go. Nienawidziłem go tylko dla tego, że nie potrafiłem czuć tego samego co on teraz do mnie. Nadal go cholernie kochałem. I to było moją słabością.
-Jedziemy na wycieczkę...
Rozdział 8
-Pamiętasz co tu się stało? -Spytałem trzymając go za koszulkę dłońmi, które miałem zaciśnięte w pięść.
-Oczywiście, że pamiętam. -Odpowiedział patrząc prosto w moje oczy, mając delikatny uśmiech na swoich pulchnych wargach.-Wtedy, oddałeś mi się, cały. -Wyszeptał tak zmysłowym tonem głosu, że myślałem, że zemdleje. Zagryzając dolną wargę przybliżyłem się do niego mając swoje usta tuż przy jego. I gdy chciałem go już pocałować ta mała cholera odsunęła się ode mnie i podeszła do komody, gdzie jak zauważyłem stała butelka wina.- I wiesz co? Chciałbym tamtą noc powtórzyć, dla tego zrobiłem wszystko, aby było tak, jak wtedy. Tylko teraz jest ta różnica, że jesteśmy razem, a ty już wszystko o mnie wiesz.- Jego słowa sprawiły, że na moich ustach pojawił się uśmiech. Podszedłem do niego i objąłem go w pasie, kładąc swoją brodę na jego ramieniu.
-Wino z chęcią wypiję, ale na seks nie masz co liczyć. -Powiedziałem biorąc swój kieliszek do ręki i odchodząc od niego z zwycięską miną usiadłem na łóżku, zakładając nogę na nogę.
Omal nie zadławiłem się winem, gdy zobaczyłem wzrok i minę Adama. Był przezabawny. Wyglądał jak małe dziecko proszące mamę o cukierka po tygodniu ich niejedzenia .
Podszedł do mnie i ukucnął naprzeciwko mnie.
Dopijając resztę wina, odstawiłem kieliszek na podłogę i musnąłem jego usta trzymając go za policzki. Od razu oddał pocałunek na co zamruczałem z przyjemności, wślizgując swój język między jego wargi. Po chwili Adam wstał nie odrywając się ode mnie i popchnął mnie delikatnie na materac łóżka. Znając jego zamiary odsunąłem go od siebie, opierając się na łokciach.
-Innym razem kochanie. Nie mam ochoty na seks.- Doceniałem to co dla mnie zrobił, ale nie miałem ochoty na nic większego niż pocałunki. Na moje słowa Adam tylko pokiwał głową, że rozumie, po czym objął mnie w pasie i obrócił tak, że to teraz ja leżałem na nim przytulony. Mając swoją głowę ułożoną na jego klatce piersiowej mogłem dobrze wsłuchać się w bicie jego serca, które sprawiało, że robiłem się senny. W dodatku czułe głaskanie mojego chłopaka po mojej głowie i plecach tylko jeszcze bardziej sprawiały, że chciało mi się spać.
Moje powieki stawały się coraz cięższe, gdy niespodziewanie ktoś z hukiem wszedł do pokoju. Automatycznie odechciało mi się spać, gdy w drzwiach zobaczyłem nieznanego mi mężczyznę ubranego na czarno. Z lekko rozszerzonymi oczami podniosłem się do pionu siadając na krawędzi łóżka.
-Adam, czekam na dokumenty od Ciebie już ponad tydzień! - Możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy jakiś facet tak po prostu wydarł się na Adama ? człowieka któremu się nie podskakuję, zważając na jego pozycję społeczną. Byłem w jeszcze większym szoku, gdy zobaczyłem w oczach Adama pewnego rodzaju strach. O co tu chodziło? Czyżby jest ktoś kto góruje nad nim? Ale przecież to niemożliwe! Mojego chłopaka boi się nawet największy mięśniak z ochrony w hotelu!
-Spokojnie. Mam je na biurku w niebieskiej teczce.-Odpowiedział o dziwo spokojnym i opanowanym tonem głosu. Wyglądało to tak jakby w ogóle nie przejmował się zaistniałą sytuacją, ale ja i tak wiedziałem, że on tylko stara się ukryć to co tak naprawdę czuję.
-I zapewne miałeś je już od tygodnia prawda? -Spytał, a gdy Adam miał już coś powiedzieć ten podniósł do góry dłoń dając mu tym do zrozumienia, aby już nic nie mówił.-Nieważne. -Mruknął, po czym jego wzrok padł na mnie, a mi momentalnie zrobiło się słabo. - A on to? -Spytał i przeciągnął ostatni wyraz pokazując na mnie palcem. No co za palant! Nie jestem jakimś pieprzonym duchem ani zabawką aby traktować mnie jak zwykłą rzecz którą się ignoruje, gdy to wygodne.
-Mój chłopak. -Odpowiedział jakby ze znudzeniem nawet nie mrugając.- Jesteśmy ze sobą już całkiem sporo czasu. -Dodał obejmując mnie jedną ręką w pasie, aby podkreślić tym sposobem swoje słowa. Czy ktoś do cholery mógłby powiedzieć mi o co tu chodzi?!
- Przyjdź do mnie za godzinę. - Jego krótkie zdanie przepełnione chłodem krążyło mi jeszcze jakiś czas po głowie, gdy drzwi od pokoju ponownie się zamknęły.
Swój wzrok skierowałem na Adama i nie musiałem nic mówić, aby zrozumiał o co mi chodzi. To było jasne jak słońce.
- Shota. Właśnie poznałeś mojego Ojca.- Powiedział patrząc w moje oczy. W mojej głowie pojawiło się tysiące myśli na ten temat. Byłem w ogromnym szoku nie mogąc sklecić choćby jednego zdania, aby zapytać się o cokolwiek.
-Zamknij buzię kochanie, bo jeśli tylko chcesz mogę wypełnić je czymś co...-Nie dałem mu dokończyć, ponieważ zakryłem mu usta dłonią, aby nie wyleciała z nich jeszcze większa głupota.
-Po pierwsze ten żart z podtekstem erotycznym nie był w ogóle na miejscu, a po drugie. Serio?! To był twój Ojciec!? Jesteśmy ze sobą tyle czasu i dopiero teraz dowiaduję się, że masz Ojca, gdy ty tymczasem możesz napisać o mnie książkę! Założę się, że gdyby tu nie przyszedł nadal nic bym nie wiedział. - Byłem zły na niego. Wiedziałem, że nie jest idealny i akceptowałem to, a nawet kochałem, ale mógłby mi powiedzieć chociaż o tym, skoro nigdy nie chciał powiedzieć mi sam o swoim życiu. Gdyby nie informacje od Ojca, na pewno nie zdobyłbym ich sam. Musiałem ciągnąć Adama za język.
-Och, daj spokój. Wiesz doskonale o tym, że nie lubię mówić o sobie i co jest związane ze mną. Gdybyś był mało domyślny i mniej uparty nie wiedział byś nic. No może oprócz tego, że to mój hotel i jestem raczej czarnym charakterem. -Wzdychając głośno, przymknąłem na chwilę oczy, licząc do dziesięciu w myślach.
-Nie ważne. Nie było tematu.- Mruknąłem i wstałem z łóżka idąc w kierunku miejsca, gdzie stało wino. Nagle nabrałem ochoty, aby po prostu się upić do nieprzytomności.
-No dobra. -Przeciągnął po czym wstał idąc w moim kierunku. Ja nadal zajmowałem się napełnianiem kolejnego kieliszka obserwując go kątem oka. Przytulił mnie od tyłu, tak jak ja niedawno to zrobiłem i pocałował mnie w policzek.
-To co chcesz o mnie wiedzieć?
-Teraz? To nic. Poza tym nie chcę abyś mówił mi coś z litości, i tak chyba wiem już wszystko, czy może jednak nie, i nadal masz coś do ukrycia ? A ja będę po kolei sobie zgadywał hmm? Tak jak już wszystko, więc chyba kolejna zagadka dla mnie nie zrobi różnicy prawda? - Wypiłem już trzeci kieliszek i czułem jak już odlatuje, mając zapewne dosyć spore rumieńce na policzkach.
-Shota daj spokój. Nie możesz mnie po prostu zrozumieć? -Nie, nie mogę. Pomyślałem będąc już z lekka zirytowany. Ja na prawdę go pokochałem i nie zważałem na to kim jest i co robi gdy mu się oddałem wtedy w tym właśnie pokoju w którym właśnie jesteśmy. Myślałem, że on kocha mnie na tyle mocno, aby bez trudu powiedzieć mi o rzeczach o których już wiedziałem. Myślałem, że mi ufa, że zda mój mały test na swoją miłość, wierność i zaufanie do mnie.
-Widzę, że nie dogadamy się dzisiaj. Idę do Ojca, a ty proszę Cię nie upij się do nieprzytomności, ok ?- Na jego słowa, które aktualnie miałem w dupie pokiwałem głową przechylając do końca kieliszek.
Słysząc zamykane się drzwi po raz kolejny sięgnąłem po butelkę. Zdając sobie sprawę z tego,że jest już pusta bez większego zastanawiania się podszedłem do minibarku i wyciągnąłem kolejną butelkę alkoholu, tym razem biorąc coś mocniejszego.
Usiadłem na łóżku i tak po prostu siedząc i patrząc się na ścianę przede mną, przechylałem co chwilę butelkę. Minęły dwie godziny, a Adama jak nie było tak nie było.
Lekko chwiejnym krokiem podszedłem do sprzętu muzycznego i włączyłem muzykę, zaczynając poruszać się w jej rytm mając w dłoni cały czas do połowy opróżnioną butelkę z alkoholem. Nie wiedziałem, która była już to z kolei, ani czy przypadkiem nie opróżniłem całego barku. To nie było teraz istotne. Myślami byłem przy Adamie. W co ja się wpakowałem ? Kocham go tak bardzo, że mógłbym zrobić wszystko, powiedzieć wszystko. Po prostu szaleje za nim i nie widzę nic poza nim. On jest tylko ważny. Nie, on jest najważniejszy i nic tego nie zmieni. A mój chłopak co zrobił? Nie chciał mi zaufać i obdarzyć takimi samymi uczuciami jak ja jego. Taka jest prawda. Gdyby było inaczej, gdyby kochał mnie tak jak ja jego to wiedziałbym o nim wszystko, bez żadnych pieprzonych tajemnic, których swoją drogą nienawidzę. To zabawne. Bo właśnie ja mam taką jedną dużą tajemnicę przed własnym Ojcem i chłopakiem.
Nie wiem ile czasu tańczyłem, ale w pewnym momencie przestałem słyszeć muzyki. Wzruszając ramionami podszedłem do łóżka, wręcz się na nie rzucając. Nie wiedząc nawet kiedy zasnąłem.
Śniło mi się coś. Śniło mi się, że...że Adam mnie uderzył? Tak, to chyba było to. A potem straciłem przytomność. Zabawny prawda? Niech tylko się obudzę, a od razu opowiem Adamowi co mi się śniło. Będziemy się potem obaj śmiać jak głupi on był i nierealny.
-Oczywiście, że pamiętam. -Odpowiedział patrząc prosto w moje oczy, mając delikatny uśmiech na swoich pulchnych wargach.-Wtedy, oddałeś mi się, cały. -Wyszeptał tak zmysłowym tonem głosu, że myślałem, że zemdleje. Zagryzając dolną wargę przybliżyłem się do niego mając swoje usta tuż przy jego. I gdy chciałem go już pocałować ta mała cholera odsunęła się ode mnie i podeszła do komody, gdzie jak zauważyłem stała butelka wina.- I wiesz co? Chciałbym tamtą noc powtórzyć, dla tego zrobiłem wszystko, aby było tak, jak wtedy. Tylko teraz jest ta różnica, że jesteśmy razem, a ty już wszystko o mnie wiesz.- Jego słowa sprawiły, że na moich ustach pojawił się uśmiech. Podszedłem do niego i objąłem go w pasie, kładąc swoją brodę na jego ramieniu.
-Wino z chęcią wypiję, ale na seks nie masz co liczyć. -Powiedziałem biorąc swój kieliszek do ręki i odchodząc od niego z zwycięską miną usiadłem na łóżku, zakładając nogę na nogę.
Omal nie zadławiłem się winem, gdy zobaczyłem wzrok i minę Adama. Był przezabawny. Wyglądał jak małe dziecko proszące mamę o cukierka po tygodniu ich niejedzenia .
Podszedł do mnie i ukucnął naprzeciwko mnie.
Dopijając resztę wina, odstawiłem kieliszek na podłogę i musnąłem jego usta trzymając go za policzki. Od razu oddał pocałunek na co zamruczałem z przyjemności, wślizgując swój język między jego wargi. Po chwili Adam wstał nie odrywając się ode mnie i popchnął mnie delikatnie na materac łóżka. Znając jego zamiary odsunąłem go od siebie, opierając się na łokciach.
-Innym razem kochanie. Nie mam ochoty na seks.- Doceniałem to co dla mnie zrobił, ale nie miałem ochoty na nic większego niż pocałunki. Na moje słowa Adam tylko pokiwał głową, że rozumie, po czym objął mnie w pasie i obrócił tak, że to teraz ja leżałem na nim przytulony. Mając swoją głowę ułożoną na jego klatce piersiowej mogłem dobrze wsłuchać się w bicie jego serca, które sprawiało, że robiłem się senny. W dodatku czułe głaskanie mojego chłopaka po mojej głowie i plecach tylko jeszcze bardziej sprawiały, że chciało mi się spać.
Moje powieki stawały się coraz cięższe, gdy niespodziewanie ktoś z hukiem wszedł do pokoju. Automatycznie odechciało mi się spać, gdy w drzwiach zobaczyłem nieznanego mi mężczyznę ubranego na czarno. Z lekko rozszerzonymi oczami podniosłem się do pionu siadając na krawędzi łóżka.
-Adam, czekam na dokumenty od Ciebie już ponad tydzień! - Możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy jakiś facet tak po prostu wydarł się na Adama ? człowieka któremu się nie podskakuję, zważając na jego pozycję społeczną. Byłem w jeszcze większym szoku, gdy zobaczyłem w oczach Adama pewnego rodzaju strach. O co tu chodziło? Czyżby jest ktoś kto góruje nad nim? Ale przecież to niemożliwe! Mojego chłopaka boi się nawet największy mięśniak z ochrony w hotelu!
-Spokojnie. Mam je na biurku w niebieskiej teczce.-Odpowiedział o dziwo spokojnym i opanowanym tonem głosu. Wyglądało to tak jakby w ogóle nie przejmował się zaistniałą sytuacją, ale ja i tak wiedziałem, że on tylko stara się ukryć to co tak naprawdę czuję.
-I zapewne miałeś je już od tygodnia prawda? -Spytał, a gdy Adam miał już coś powiedzieć ten podniósł do góry dłoń dając mu tym do zrozumienia, aby już nic nie mówił.-Nieważne. -Mruknął, po czym jego wzrok padł na mnie, a mi momentalnie zrobiło się słabo. - A on to? -Spytał i przeciągnął ostatni wyraz pokazując na mnie palcem. No co za palant! Nie jestem jakimś pieprzonym duchem ani zabawką aby traktować mnie jak zwykłą rzecz którą się ignoruje, gdy to wygodne.
-Mój chłopak. -Odpowiedział jakby ze znudzeniem nawet nie mrugając.- Jesteśmy ze sobą już całkiem sporo czasu. -Dodał obejmując mnie jedną ręką w pasie, aby podkreślić tym sposobem swoje słowa. Czy ktoś do cholery mógłby powiedzieć mi o co tu chodzi?!
- Przyjdź do mnie za godzinę. - Jego krótkie zdanie przepełnione chłodem krążyło mi jeszcze jakiś czas po głowie, gdy drzwi od pokoju ponownie się zamknęły.
Swój wzrok skierowałem na Adama i nie musiałem nic mówić, aby zrozumiał o co mi chodzi. To było jasne jak słońce.
- Shota. Właśnie poznałeś mojego Ojca.- Powiedział patrząc w moje oczy. W mojej głowie pojawiło się tysiące myśli na ten temat. Byłem w ogromnym szoku nie mogąc sklecić choćby jednego zdania, aby zapytać się o cokolwiek.
-Zamknij buzię kochanie, bo jeśli tylko chcesz mogę wypełnić je czymś co...-Nie dałem mu dokończyć, ponieważ zakryłem mu usta dłonią, aby nie wyleciała z nich jeszcze większa głupota.
-Po pierwsze ten żart z podtekstem erotycznym nie był w ogóle na miejscu, a po drugie. Serio?! To był twój Ojciec!? Jesteśmy ze sobą tyle czasu i dopiero teraz dowiaduję się, że masz Ojca, gdy ty tymczasem możesz napisać o mnie książkę! Założę się, że gdyby tu nie przyszedł nadal nic bym nie wiedział. - Byłem zły na niego. Wiedziałem, że nie jest idealny i akceptowałem to, a nawet kochałem, ale mógłby mi powiedzieć chociaż o tym, skoro nigdy nie chciał powiedzieć mi sam o swoim życiu. Gdyby nie informacje od Ojca, na pewno nie zdobyłbym ich sam. Musiałem ciągnąć Adama za język.
-Och, daj spokój. Wiesz doskonale o tym, że nie lubię mówić o sobie i co jest związane ze mną. Gdybyś był mało domyślny i mniej uparty nie wiedział byś nic. No może oprócz tego, że to mój hotel i jestem raczej czarnym charakterem. -Wzdychając głośno, przymknąłem na chwilę oczy, licząc do dziesięciu w myślach.
-Nie ważne. Nie było tematu.- Mruknąłem i wstałem z łóżka idąc w kierunku miejsca, gdzie stało wino. Nagle nabrałem ochoty, aby po prostu się upić do nieprzytomności.
-No dobra. -Przeciągnął po czym wstał idąc w moim kierunku. Ja nadal zajmowałem się napełnianiem kolejnego kieliszka obserwując go kątem oka. Przytulił mnie od tyłu, tak jak ja niedawno to zrobiłem i pocałował mnie w policzek.
-To co chcesz o mnie wiedzieć?
-Teraz? To nic. Poza tym nie chcę abyś mówił mi coś z litości, i tak chyba wiem już wszystko, czy może jednak nie, i nadal masz coś do ukrycia ? A ja będę po kolei sobie zgadywał hmm? Tak jak już wszystko, więc chyba kolejna zagadka dla mnie nie zrobi różnicy prawda? - Wypiłem już trzeci kieliszek i czułem jak już odlatuje, mając zapewne dosyć spore rumieńce na policzkach.
-Shota daj spokój. Nie możesz mnie po prostu zrozumieć? -Nie, nie mogę. Pomyślałem będąc już z lekka zirytowany. Ja na prawdę go pokochałem i nie zważałem na to kim jest i co robi gdy mu się oddałem wtedy w tym właśnie pokoju w którym właśnie jesteśmy. Myślałem, że on kocha mnie na tyle mocno, aby bez trudu powiedzieć mi o rzeczach o których już wiedziałem. Myślałem, że mi ufa, że zda mój mały test na swoją miłość, wierność i zaufanie do mnie.
-Widzę, że nie dogadamy się dzisiaj. Idę do Ojca, a ty proszę Cię nie upij się do nieprzytomności, ok ?- Na jego słowa, które aktualnie miałem w dupie pokiwałem głową przechylając do końca kieliszek.
Słysząc zamykane się drzwi po raz kolejny sięgnąłem po butelkę. Zdając sobie sprawę z tego,że jest już pusta bez większego zastanawiania się podszedłem do minibarku i wyciągnąłem kolejną butelkę alkoholu, tym razem biorąc coś mocniejszego.
Usiadłem na łóżku i tak po prostu siedząc i patrząc się na ścianę przede mną, przechylałem co chwilę butelkę. Minęły dwie godziny, a Adama jak nie było tak nie było.
Lekko chwiejnym krokiem podszedłem do sprzętu muzycznego i włączyłem muzykę, zaczynając poruszać się w jej rytm mając w dłoni cały czas do połowy opróżnioną butelkę z alkoholem. Nie wiedziałem, która była już to z kolei, ani czy przypadkiem nie opróżniłem całego barku. To nie było teraz istotne. Myślami byłem przy Adamie. W co ja się wpakowałem ? Kocham go tak bardzo, że mógłbym zrobić wszystko, powiedzieć wszystko. Po prostu szaleje za nim i nie widzę nic poza nim. On jest tylko ważny. Nie, on jest najważniejszy i nic tego nie zmieni. A mój chłopak co zrobił? Nie chciał mi zaufać i obdarzyć takimi samymi uczuciami jak ja jego. Taka jest prawda. Gdyby było inaczej, gdyby kochał mnie tak jak ja jego to wiedziałbym o nim wszystko, bez żadnych pieprzonych tajemnic, których swoją drogą nienawidzę. To zabawne. Bo właśnie ja mam taką jedną dużą tajemnicę przed własnym Ojcem i chłopakiem.
Nie wiem ile czasu tańczyłem, ale w pewnym momencie przestałem słyszeć muzyki. Wzruszając ramionami podszedłem do łóżka, wręcz się na nie rzucając. Nie wiedząc nawet kiedy zasnąłem.
Śniło mi się coś. Śniło mi się, że...że Adam mnie uderzył? Tak, to chyba było to. A potem straciłem przytomność. Zabawny prawda? Niech tylko się obudzę, a od razu opowiem Adamowi co mi się śniło. Będziemy się potem obaj śmiać jak głupi on był i nierealny.
niedziela, 17 maja 2015
Rozdział 7
Wchodząc do środka przywitał mnie niesamowicie obrzydliwie bogaty widok. Owszem było ładnie, a te wszystkie drogie dekorację dawały efekt, ale jak dla mnie było za bogato. To zdecydowanie nie moje klimaty.
-Tak w ogóle dla czego tak po prostu bez przeszkód mogłem opuścić hotel? Z tego co wiem inni nie mogą tego zrobić, no chyba, że są gotowi na pewną śmierć. -Byłem ciekaw odpowiedzi Adama. Przecież tutaj panowały pewne zasady, które znałem bardzo dobrze, a mnie tak jakoś ominęły. Nie żebym narzekał albo coś, tylko wydaję mi się to dziwne.
-Na prawdę nie wiesz ?-Spytał, a ja tylko pokręciłem głową. - Jesteś ze mną. Kocham Cię, a ty kochasz właściciela tego hotelu. Co tu dużo wyjaśniać Shota.- No tak mogłem się tego domyślić, ale jeden fakt nie dawał mi spokoju.
-Rozumiem, ale po pierwsze nie miało być jakiś wyjątków dla mnie, a po drugie, z tego co wiem, miałeś już chłopaka którego kochałeś, a mimo to nie mógł wychodzić z hotelu.- Widząc jego natychmiastową minę od razu miałem ochotę cofnąć te słowa. Jednak było już po ptakach.
-On nie był Tobą Shota.-Odpowiedział poważnym tonem głosu, a następnie wziął mnie za rękę prowadząc mnie w nieznanym mi kierunku.
-Jak to nie był mną? -Spytałem, ale już nie dostałem odpowiedzi. Pociągnął mnie na drugie, piętro, a na moich ustach pojawił się uśmiech widząc tak dobrze mi znany pokój.
- Wzięło Cię na wspomnienia co? - Uśmiechnięty stanąłem przodem do niego obejmując go w szyi.
- Mhm.- Mruknął wpatrując się intensywnie w moje usta, które po krótkiej chwili pocałował. Nim zdążyłem oddać pocałunek zostałem wepchnięty do środka, a wszystkie wspomnienia do mnie wróciły.
Nie byłem pewny swoich kroków, czynów, wszystkiego. Zastanawiałem się nie raz nad tym, czy aby nie lepiej wiać póki jest okazja. Jednak byłem myślami z moją szkołą muzyczną i to dawało mi swego rodzaju determinację.
Na początku niby przypadkiem wpadłem na niego w klubie do którego często przychodził, a potem zamieniliśmy parę zdań przy barze. I tak od słowa do słowa i od drinka do drinka, w końcu wpadłem w jego sidła. Zaprosił mnie na kolację i bardzo się zdziwiłem, gdy zgodnie z zapisanym adresem na kartce znalazłem się przed jednym z najbardziej popularnych hoteli świata. Myślałem, że dał mi adres do swojego domu, albo restauracji, do której chciał mnie zabrać. Ale za nic świecie nie wpadł bym na to, że kolację zjemy w hotelu.
Wchodząc do środka, rozejrzałem się po korytarzu myśląc, że może spotkam tu Adama. Jednak tak nie było. Jedyną osobą była młoda recepcjonistka, która stała za ladą.
-Przepraszam, gdzie....-Chciałem zapytać, gdzie mogę go znaleźć, bo sądząc po wielkim napisie Adam na budynku domyśliłem się, że jest tutaj właścicielem.
-Proszę udać się na drugie piętro, pokój 123.- Byłem nieco w szoku, ale podziękowałem i poszedłem do windy. Stojąc przed drzwiami, delikatnie nacisnąłem za klamkę wchodząc do środka. W pokoju panował mrok, a jedyne światło dawała jedna lampka w rogu pokoju przykryta czerwonym materiałem. W tym pokoju przeważał ten kolor, a w powietrzu dało się wyczuć zapach truskawek. Atmosfera była bardzo intymna i szczerze? Podobało mi się to cholernie. Podchodząc do łóżka zajmującego większość miejsca, poczułem czyiś oddech na mojej szyi, od razu odwróciłem się i ujrzałem Adama. Od razu kamień spadł mi z serca.
-Nie słyszałem jak szedłeś.-Powiedziałem patrząc na jego i kieliszki wypełnione czerwoną cieczą, które trzymał w dłoniach.
-Wybacz, nie chciałem Cię przestraszyć.- Jego głos był jak balsam dla moich uszu. Uwielbiałem, gdy coś mówił, nie ważne co.-Proszę to dla Ciebie.-Podał mi jeden kieliszek, a ja od razu wziąłem go od niego. Wypijając połowę kieliszka, poczułem się jakoś dziwnie. Z jednej strony czułem się dobrze, tak lekko, a z drugiej czułem, że zaraz rozboli mnie głowa. Zmarszczyłem brwi i uważnie przyjrzałem się oczom Adama. Jego tęczówki były rozszerzone i widziałem w nich pewien blask.
-Co tam dosypałeś? -Chciałem krzyknąć, ale jakoś nie mogłem. Tak jakby moje struny głosowe zostały zdarte do granic możliwości.
-Spokojnie, ja też miałem taką samą niespodziankę.- Wyszeptał po czym delikatnie dotknął moich ust swoimi, przymykając oczy.
I wtedy to się stało, po raz pierwszy oddałem się Adamowi. Po raz pierwszy oddałem się komukolwiek.
Mimo, że go tak krótko znałem chciałem to z nim zrobić i nie żałuję tego do teraz. Nawet za cenę tego czego się o nim dowiedziałem i tego przez jakie problemy musiałem przechodzić.
-Tak w ogóle dla czego tak po prostu bez przeszkód mogłem opuścić hotel? Z tego co wiem inni nie mogą tego zrobić, no chyba, że są gotowi na pewną śmierć. -Byłem ciekaw odpowiedzi Adama. Przecież tutaj panowały pewne zasady, które znałem bardzo dobrze, a mnie tak jakoś ominęły. Nie żebym narzekał albo coś, tylko wydaję mi się to dziwne.
-Na prawdę nie wiesz ?-Spytał, a ja tylko pokręciłem głową. - Jesteś ze mną. Kocham Cię, a ty kochasz właściciela tego hotelu. Co tu dużo wyjaśniać Shota.- No tak mogłem się tego domyślić, ale jeden fakt nie dawał mi spokoju.
-Rozumiem, ale po pierwsze nie miało być jakiś wyjątków dla mnie, a po drugie, z tego co wiem, miałeś już chłopaka którego kochałeś, a mimo to nie mógł wychodzić z hotelu.- Widząc jego natychmiastową minę od razu miałem ochotę cofnąć te słowa. Jednak było już po ptakach.
-On nie był Tobą Shota.-Odpowiedział poważnym tonem głosu, a następnie wziął mnie za rękę prowadząc mnie w nieznanym mi kierunku.
-Jak to nie był mną? -Spytałem, ale już nie dostałem odpowiedzi. Pociągnął mnie na drugie, piętro, a na moich ustach pojawił się uśmiech widząc tak dobrze mi znany pokój.
- Wzięło Cię na wspomnienia co? - Uśmiechnięty stanąłem przodem do niego obejmując go w szyi.
- Mhm.- Mruknął wpatrując się intensywnie w moje usta, które po krótkiej chwili pocałował. Nim zdążyłem oddać pocałunek zostałem wepchnięty do środka, a wszystkie wspomnienia do mnie wróciły.
Nie byłem pewny swoich kroków, czynów, wszystkiego. Zastanawiałem się nie raz nad tym, czy aby nie lepiej wiać póki jest okazja. Jednak byłem myślami z moją szkołą muzyczną i to dawało mi swego rodzaju determinację.
Na początku niby przypadkiem wpadłem na niego w klubie do którego często przychodził, a potem zamieniliśmy parę zdań przy barze. I tak od słowa do słowa i od drinka do drinka, w końcu wpadłem w jego sidła. Zaprosił mnie na kolację i bardzo się zdziwiłem, gdy zgodnie z zapisanym adresem na kartce znalazłem się przed jednym z najbardziej popularnych hoteli świata. Myślałem, że dał mi adres do swojego domu, albo restauracji, do której chciał mnie zabrać. Ale za nic świecie nie wpadł bym na to, że kolację zjemy w hotelu.
Wchodząc do środka, rozejrzałem się po korytarzu myśląc, że może spotkam tu Adama. Jednak tak nie było. Jedyną osobą była młoda recepcjonistka, która stała za ladą.
-Przepraszam, gdzie....-Chciałem zapytać, gdzie mogę go znaleźć, bo sądząc po wielkim napisie Adam na budynku domyśliłem się, że jest tutaj właścicielem.
-Proszę udać się na drugie piętro, pokój 123.- Byłem nieco w szoku, ale podziękowałem i poszedłem do windy. Stojąc przed drzwiami, delikatnie nacisnąłem za klamkę wchodząc do środka. W pokoju panował mrok, a jedyne światło dawała jedna lampka w rogu pokoju przykryta czerwonym materiałem. W tym pokoju przeważał ten kolor, a w powietrzu dało się wyczuć zapach truskawek. Atmosfera była bardzo intymna i szczerze? Podobało mi się to cholernie. Podchodząc do łóżka zajmującego większość miejsca, poczułem czyiś oddech na mojej szyi, od razu odwróciłem się i ujrzałem Adama. Od razu kamień spadł mi z serca.
-Nie słyszałem jak szedłeś.-Powiedziałem patrząc na jego i kieliszki wypełnione czerwoną cieczą, które trzymał w dłoniach.
-Wybacz, nie chciałem Cię przestraszyć.- Jego głos był jak balsam dla moich uszu. Uwielbiałem, gdy coś mówił, nie ważne co.-Proszę to dla Ciebie.-Podał mi jeden kieliszek, a ja od razu wziąłem go od niego. Wypijając połowę kieliszka, poczułem się jakoś dziwnie. Z jednej strony czułem się dobrze, tak lekko, a z drugiej czułem, że zaraz rozboli mnie głowa. Zmarszczyłem brwi i uważnie przyjrzałem się oczom Adama. Jego tęczówki były rozszerzone i widziałem w nich pewien blask.
-Co tam dosypałeś? -Chciałem krzyknąć, ale jakoś nie mogłem. Tak jakby moje struny głosowe zostały zdarte do granic możliwości.
-Spokojnie, ja też miałem taką samą niespodziankę.- Wyszeptał po czym delikatnie dotknął moich ust swoimi, przymykając oczy.
I wtedy to się stało, po raz pierwszy oddałem się Adamowi. Po raz pierwszy oddałem się komukolwiek.
Mimo, że go tak krótko znałem chciałem to z nim zrobić i nie żałuję tego do teraz. Nawet za cenę tego czego się o nim dowiedziałem i tego przez jakie problemy musiałem przechodzić.
sobota, 16 maja 2015
Rozdział 6
Nie zmrużyłem oka przez całą noc, był już ranek, a ja zastanawiałem się jak zdołałem przeleżeć całą noc. Byłem zmęczony, w dodatku piekły mnie oczy. Podsumowując czułem się jak gówno i jedyne co chciałem, to spać. Jednak coś mi na to nie pozwalało, co tylko irytowało mnie z każdą kolejną próbą zaśnięcia. W przeciwieństwie do mnie, Adam spał sobie w najlepsze niczym się nie przejmując. Spał sobie tak beztrosko i spokojnie, że aż miałem ochotę go uderzyć, aby i on miał wory pod oczami. Zerkając na zegarek, który stał na szafce nocnej obok łóżka, jeszcze bardziej się zdenerwowałem widząc punkt siódmą rano. Nie mogąc dłużej wytrzymać tych tortur, wstałem z łóżka idąc prosto do łazienki. Rozebrałem się do naga i wszedłem do kabiny pod zimny strumień wody. Od razu poczułem się znacznie lepiej co odrobinę poprawiło mi humor. Po pół godzinie, wyszedłem z kabiny wycierając się dokładnie ręcznikiem. Bez większej krępacji wyszedłem z łazienki do sypialni nagi mając jedynie ręcznik w ręku, którym wycierałem głowę. Podszedłem do łóżka zauważając, że Adam już się obudził i jak przypuszczałem miał kaca, i to niezłego sądząc po jego grymasie wymalowanym na jego twarzy. Jednak po chwili na jego ustach pojawił się lubieżny uśmiech, a jego oczy ilustrowały mnie od góry do dołu.
-Mmm mimo mocnego bólu głowy i kiepskiego ranka, przywitał mnie świetny widok.- Po jego słowach miałem ochotę trzepnąć go w ten durny łeb, ale gdy oblizał swoje usta prowokacyjnie przewróciłem teatralnie oczami.
-Idź lepiej jeszcze spać pijaku.-Powiedziałem przestając wycierać głowę. Ręcznik trzymałem tak, że zwisał między moimi nogami przykrywając moją męskość.
-Ja? Pijak? - W jego głosie dało się wyczuć nutkę pretensji, że właśnie teraz wyzywam go do pijaków jednocześnie, wiedziałem, że jest nieco rozbawiony.
-Mmm mimo mocnego bólu głowy i kiepskiego ranka, przywitał mnie świetny widok.- Po jego słowach miałem ochotę trzepnąć go w ten durny łeb, ale gdy oblizał swoje usta prowokacyjnie przewróciłem teatralnie oczami.
-Idź lepiej jeszcze spać pijaku.-Powiedziałem przestając wycierać głowę. Ręcznik trzymałem tak, że zwisał między moimi nogami przykrywając moją męskość.
-Ja? Pijak? - W jego głosie dało się wyczuć nutkę pretensji, że właśnie teraz wyzywam go do pijaków jednocześnie, wiedziałem, że jest nieco rozbawiony.
-Tak. Pijak.-Podkreśliłem każdy wyraz, dobitnie przekazując mu, że nadużywa alkoholu i szczerze mówiąc zaczynałem się o niego martwić. W końcu stanąłem na kolanach na łóżku idąc do niego powoli, niczym kociak. Ten tylko zamruczał z zadowoleniem i uśmiechnął się do mnie czekając na kolejne moje ruchy. Będąc już blisko jego, usiadłem na niego okrakiem i pochyliłem się nad nim, drażniąc jego usta swoim oddechem.
-Och, pocałuj mnie do cholery.- Na jego słowa zachichotałem cicho, uświadamiając sobie jak łatwo mogę go wpędzić w stan depresyjny potrzebujący jedynie mojego dotyku, aby poczuł swego rodzaju ulgę. Nie mając serce, dłużej się z nim bawić, zmiażdżyłem jego usta swoimi, wsuwając między jego pulchne wargi swój język. Na moment tylko zahaczyłem swoim językiem koniuszek jego języka, by po chwili odsunąć się od niego i zejść z łóżka, idąc do garderoby. Zanim wszedłem do środka, usłyszałem za swoimi plecami jego jęk przepełniony niezadowoleniem. Co przyczyniło się do mojego śmiechu, gdy z półki wziąłem zwykłe dresy, koszulkę oraz czystą bieliznę. Nałożyłem to na siebie w dosyć szybkim czasie i wróciłem do chłopaka.
-Jakieś specjalnie życzenia dotyczące śniadania, pijaku ?-Powiedziałem jak najbardziej uroczym tonem głosu podkreślając ostanie słowo. Adam jedynie zmrużył oczy i obrażony niczym małe dziecko odwrócił się do mnie plecami.
-Twoja strata.-Mruknąłem i głośno wzdychając wyszedłem z sypialni idąc do kuchni, gdzie wziąłem się za robienie naleśników za które Adam zapewne by zabił. Chciałem zrobić mu trochę nazłość i dołożyłem wszelkich starań, aby zapachy dotarły do jego nozdrzy. Byłem niemal pewny, że zaraz zjawi się w kuchni z burczącym brzuchem. I nie myliłem się. Krótko po tym jak na talerzu widniało już kilka naleśników, poczułem jak silne dłonie Adama oplatają mnie w pasie.
-Nie nazywaj mnie tak więcej.- Mruknął jak pięcioletnie dziecko i jedną ręką sięgnął po naleśnika od razu go konsumując.
-Oj już nie bądź taki wrażliwy. Martwię się o ciebie. Ostatnio zacząłeś znacznie więcej pić. Poza tym wiedziałem, że zapach śniadania przywoła Cię tutaj błyskawicznie.- Będąc mistrzem w robieniu naleśników, jednym ruchem patelni odwróciłem naleśnika na drugą stronę. Postawiłem patelnię z powrotem na gaz, odwracając głowę w jego stronę.
-Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. ale te wszystkie rzeczy, ja sam, to wszystko jest tak bardzo skomplikowane. Sam czasem się gubię. A alkohol ? On mi tylko pomaga nie zwariować Shota.- W tym momencie był całkowicie szczery. Widziałem to w jego oczach, a mi pozostało tylko głośno westchnąć i pokiwać głową, przekazując mu tym, że rozumiem.-Kocham Cię i czasem zastanawiam się jak możesz kochać takie człowieka jak ja.- Dodał po chwili mając swoje usta bardzo blisko moich.
-Też Cię kocham i szczerze ? nie mam pojęcia jak to możliwe.-Ledwo skończyłem mówić, a już poczułem jego ciepłe wargi. Przymknąłem oczy i kładąc jedną rękę na jego policzku oddałem pocałunek. Muskaliśmy co chwilę swoje usta nie mogąc się powstrzymać, aż w końcu Adam złapał mnie za pupę i podniósł do góry. Oplatając swoje nogi wokół jego pasa, oplotłem również swoje dłonie wokół jego szyi, jednocześnie pogłębiając pocałunek poprzez wsunięcie swojego narządu smaku między jego śnieżnobiałe zęby. Po tym zaczął mnie nieść w nieznanym mi kierunku, ale nie obchodziło mnie, gdzie mnie niesie, ważny był teraz dla mnie on sam i nic więcej. Po chwili poczułem uginający się pod moim ciężarem materac. Swoje dłonie przeniosłem na jego plecy, a nogi bardziej rozszerzyłem, aby mógł wygodniej położyć się na mnie pomiędzy nimi. Nie przeszkadzało mi jego ciężkie ciało na moim, nawet przycisnąłem go do siebie mocniej, chcąc czuć jego ciepłą skórę jeszcze bardziej. Pocałunków nie było końca, nawet nie oderwaliśmy się od siebie, aby nabrać świeżego powietrza. Nagle poczułem jakiś okropny zapach, co spowodowało, że oderwałem się od mojego chłopaka marszcząc brwi. Po kilku sekundach moje oczy rozszerzyły się niczym pięciozłotówki.
-Moje naleśniki!- Krzyknąłem i od razu zwaliłem Adama z siebie i pobiegłem niczym burza do kuchni. Nawet nie dbałem o to, że chłopak wylądował przeze mnie na podłodze, teraz najważniejsze były moje epickie naleśniki, z których, cóż, został tylko węgiel. Po chwili do kuchni również wszedł Adam, który na widok spalonych naleśników, zaczął się śmiać.
-Bardzo śmieszne. To ty będziesz teraz umierał z głodu.- Mruknąłem pod nosem, patrząc na niego obrażonym wyrazem twarzy. Podszedł do mnie i obejmując mnie w pasie pocałował mnie w czoło.
-Och, kochanie. Daj już sobie spokój. Zjemy na mieście, dobrze?- Pokiwałem głową, którą położyłem na jego klatce piersiowej. Nagle po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Wzdychając cicho, poszedłem od razu do sypialni siadając na środku wielkiego łóżka. Swoje nogi podkuliłem pod brodę, z której spływały moje słone łzy. I cały dobry nastrój szlak trafił. A było tak dobrze. Cóż przynajmniej było dłużej niż ostatnio. Znowu się zacznie. Kolejne dziewczyny, kolejne narkotyki, kolejne zło którym będzie zajmował się chłopak którego kocham. Telefony do Adama oznaczają tylko to. Nie ma innej opcji. Po prostu nie ma. Słysząc jak chłopak wchodzi do sypialni, nawet nie obdarzyłem go jednym spojrzeniem. Nadal łkałem cicho podkulony.
-Kochanie.- Powiedział spokojnym i jednocześnie zmartwionym tonem głosu. Usiadł koło mnie i zaczął głaskać mnie po plecach. Widząc, że chciał mnie pocałować, natychmiast odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Jednak on nie dał za wygraną i złapał mnie za pod brudek, zmuszając abym spojrzał na niego. -Nie płacz, nie lubię gdy to robisz.- Swoimi dużymi dłońmi złapał moją twarz wycierając kciukami moje łzy z policzków. - To nie było to o czym zapewne pomyślałeś. Jeden z moich pracowników miał pewien problem i chciał mnie się poradzić, nic więcej.- Chciałem mu wierzyć, dla tego spojrzałem w jego oczy. Cholera. Nie kłamał.
- Przepraszam. Wiem. Nie powinienem tak się zachowywać. To twoja praca, życie, a nawet swego rodzaju obowiązek, ale nie mogę po prostu znieść tego faktu. Faktu, który mówi o tym co robisz.- Wyznałem szczerze, czując jak łzy na nowo wypełniają moje oczy.
- W porządku, rozumiem. W sumie sam nie raz zastanawiałem się jak ty to robisz, że to znosisz. A teraz nie rozmawiajmy o tym, dobrze ? Chodźmy coś zjeść.- Kiwając delikatnie głową, ubraliśmy się w ciuchy odpowiednie na wypad na miasto i wyszliśmy z domu. Nawet nie jechaliśmy autem. Szliśmy pieszo, trzymając się za ręce. Rozmawiając na różne tematy i śmiejąc się co jakiś czas, dotarliśmy do naszej ulubionej knajpki w której serwowali tylko śniadanie. Usiedliśmy gdzieś z tyłu i zamówiliśmy te same dania co zawsze. Dostając je po nie długim czasie, zabraliśmy się za pałaszowanie, oczywiście nie powstrzymując się od wygłupów w międzyczasie. Gdy przyszedł rachunek, za który zapłacił Adam, wyszliśmy z pomieszczenia idąc po prostu przed siebie. Miałem naprawdę dobry humor, mimo tego cholernego telefonu.
-Gdzie...- Chciałem spytać się gdzie mnie prowadzi, jednak, gdy skręciliśmy w znaną mi uliczkę przekręciłem oczami.- Serio Adam ? Ja wiem, że jeszcze niedawno byłem tam 24 na dobę, jednak przyzwyczaiłem się już do naszego domu, wiesz ? I teraz tak jakoś nienawidzę tego miejsca.- Powiedziałem, patrząc na ogromny budynek.
-Domyślam się, jednak pomyśl o tych wszystkich chwilach jakie tam przeżyliśmy przez czas jaki się znamy.- Na jego słowa, uśmiechnąłem się pod nosem, jednak po chwili udając naburmuszonego, nazwałem go zboczeńcem i wszedłem do tego cholernego hotelu.
-Wiem, zdaję sobie z tego sprawę. ale te wszystkie rzeczy, ja sam, to wszystko jest tak bardzo skomplikowane. Sam czasem się gubię. A alkohol ? On mi tylko pomaga nie zwariować Shota.- W tym momencie był całkowicie szczery. Widziałem to w jego oczach, a mi pozostało tylko głośno westchnąć i pokiwać głową, przekazując mu tym, że rozumiem.-Kocham Cię i czasem zastanawiam się jak możesz kochać takie człowieka jak ja.- Dodał po chwili mając swoje usta bardzo blisko moich.
-Też Cię kocham i szczerze ? nie mam pojęcia jak to możliwe.-Ledwo skończyłem mówić, a już poczułem jego ciepłe wargi. Przymknąłem oczy i kładąc jedną rękę na jego policzku oddałem pocałunek. Muskaliśmy co chwilę swoje usta nie mogąc się powstrzymać, aż w końcu Adam złapał mnie za pupę i podniósł do góry. Oplatając swoje nogi wokół jego pasa, oplotłem również swoje dłonie wokół jego szyi, jednocześnie pogłębiając pocałunek poprzez wsunięcie swojego narządu smaku między jego śnieżnobiałe zęby. Po tym zaczął mnie nieść w nieznanym mi kierunku, ale nie obchodziło mnie, gdzie mnie niesie, ważny był teraz dla mnie on sam i nic więcej. Po chwili poczułem uginający się pod moim ciężarem materac. Swoje dłonie przeniosłem na jego plecy, a nogi bardziej rozszerzyłem, aby mógł wygodniej położyć się na mnie pomiędzy nimi. Nie przeszkadzało mi jego ciężkie ciało na moim, nawet przycisnąłem go do siebie mocniej, chcąc czuć jego ciepłą skórę jeszcze bardziej. Pocałunków nie było końca, nawet nie oderwaliśmy się od siebie, aby nabrać świeżego powietrza. Nagle poczułem jakiś okropny zapach, co spowodowało, że oderwałem się od mojego chłopaka marszcząc brwi. Po kilku sekundach moje oczy rozszerzyły się niczym pięciozłotówki.
-Moje naleśniki!- Krzyknąłem i od razu zwaliłem Adama z siebie i pobiegłem niczym burza do kuchni. Nawet nie dbałem o to, że chłopak wylądował przeze mnie na podłodze, teraz najważniejsze były moje epickie naleśniki, z których, cóż, został tylko węgiel. Po chwili do kuchni również wszedł Adam, który na widok spalonych naleśników, zaczął się śmiać.
-Bardzo śmieszne. To ty będziesz teraz umierał z głodu.- Mruknąłem pod nosem, patrząc na niego obrażonym wyrazem twarzy. Podszedł do mnie i obejmując mnie w pasie pocałował mnie w czoło.
-Och, kochanie. Daj już sobie spokój. Zjemy na mieście, dobrze?- Pokiwałem głową, którą położyłem na jego klatce piersiowej. Nagle po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Wzdychając cicho, poszedłem od razu do sypialni siadając na środku wielkiego łóżka. Swoje nogi podkuliłem pod brodę, z której spływały moje słone łzy. I cały dobry nastrój szlak trafił. A było tak dobrze. Cóż przynajmniej było dłużej niż ostatnio. Znowu się zacznie. Kolejne dziewczyny, kolejne narkotyki, kolejne zło którym będzie zajmował się chłopak którego kocham. Telefony do Adama oznaczają tylko to. Nie ma innej opcji. Po prostu nie ma. Słysząc jak chłopak wchodzi do sypialni, nawet nie obdarzyłem go jednym spojrzeniem. Nadal łkałem cicho podkulony.
-Kochanie.- Powiedział spokojnym i jednocześnie zmartwionym tonem głosu. Usiadł koło mnie i zaczął głaskać mnie po plecach. Widząc, że chciał mnie pocałować, natychmiast odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Jednak on nie dał za wygraną i złapał mnie za pod brudek, zmuszając abym spojrzał na niego. -Nie płacz, nie lubię gdy to robisz.- Swoimi dużymi dłońmi złapał moją twarz wycierając kciukami moje łzy z policzków. - To nie było to o czym zapewne pomyślałeś. Jeden z moich pracowników miał pewien problem i chciał mnie się poradzić, nic więcej.- Chciałem mu wierzyć, dla tego spojrzałem w jego oczy. Cholera. Nie kłamał.
- Przepraszam. Wiem. Nie powinienem tak się zachowywać. To twoja praca, życie, a nawet swego rodzaju obowiązek, ale nie mogę po prostu znieść tego faktu. Faktu, który mówi o tym co robisz.- Wyznałem szczerze, czując jak łzy na nowo wypełniają moje oczy.
- W porządku, rozumiem. W sumie sam nie raz zastanawiałem się jak ty to robisz, że to znosisz. A teraz nie rozmawiajmy o tym, dobrze ? Chodźmy coś zjeść.- Kiwając delikatnie głową, ubraliśmy się w ciuchy odpowiednie na wypad na miasto i wyszliśmy z domu. Nawet nie jechaliśmy autem. Szliśmy pieszo, trzymając się za ręce. Rozmawiając na różne tematy i śmiejąc się co jakiś czas, dotarliśmy do naszej ulubionej knajpki w której serwowali tylko śniadanie. Usiedliśmy gdzieś z tyłu i zamówiliśmy te same dania co zawsze. Dostając je po nie długim czasie, zabraliśmy się za pałaszowanie, oczywiście nie powstrzymując się od wygłupów w międzyczasie. Gdy przyszedł rachunek, za który zapłacił Adam, wyszliśmy z pomieszczenia idąc po prostu przed siebie. Miałem naprawdę dobry humor, mimo tego cholernego telefonu.
-Gdzie...- Chciałem spytać się gdzie mnie prowadzi, jednak, gdy skręciliśmy w znaną mi uliczkę przekręciłem oczami.- Serio Adam ? Ja wiem, że jeszcze niedawno byłem tam 24 na dobę, jednak przyzwyczaiłem się już do naszego domu, wiesz ? I teraz tak jakoś nienawidzę tego miejsca.- Powiedziałem, patrząc na ogromny budynek.
-Domyślam się, jednak pomyśl o tych wszystkich chwilach jakie tam przeżyliśmy przez czas jaki się znamy.- Na jego słowa, uśmiechnąłem się pod nosem, jednak po chwili udając naburmuszonego, nazwałem go zboczeńcem i wszedłem do tego cholernego hotelu.
piątek, 1 maja 2015
Rozdział 5
Powoli otwierając oczy pierwsze co ujrzałem to zadowolony wyraz twarzy Shoty. Leżał bokiem odwrócony w moją stronę uważnie przyglądając się każdemu mojemu ruchowi.
-Jak się spało?-Spytałem zachrypłym głosem. Zawsze taki miałem,gdy budziłem się ze snu.
-Cudownie.-Odpowiedział całując mnie krótko w usta. Korzystając z tego nieco przeciągnąłem pocałunek przez co usłyszałem śmiech Shoty.
-Drań.-Skomentował patrząc się na mnie roześmiany.
-Ale twój Drań.-Odpowiedziałem zadowolony przytulając się do jego cieplutkiego ciałka.-I jak, podoba Ci się ?-Spytałem ciekawy podnosząc się na rękach tak,że byliśmy skierowani twarzą w twarz.
-Masz na myśli seks czy dom ?-Mruknął uśmiechając się do mnie zadziornie.
-To i to.-Odpowiedziałem siadając na nim okrakiem.Podniósł się do pozycji siedzącej i nachylił się tuż nad moim uchem.
-Dom jest ładny, a seks jak zawsze zajebisty.- Wyszeptał mi do ucha, a ja zaśmiałem się z jego słów całując go w policzek.
-Masz jakieś szczególne życzenia dotyczące śniadania ?- Spytałem czując jak mój żołądek domagał się jedzenia.
-Hmmm.-Udając zamyślonego po chwili uśmiechnął się lubieżnie i delikatnie przyłożył swoje usta do moich.- A pan jest wliczony w menu ?- Na jego słowa przekręciłem teatralnie oczami, domyślając się, że taką odpowiedź uzyskam.
-Co za dużo to nie zdrowo kochanie, a poza tym jestem głodny !- Jego mina wyrażała niezadowolenie, a mnie to tylko rozśmieszyło. Zszedłem powoli z łóżka i poszedłem całkowicie nagi do łazienki.
-Teraz to na pewno samego nie zostawię Cię w tej cholernej łazience!- Usłyszałem jego krzyk zanim wszedłem do łazienki, przez co zaśmiałem się cicho pod nosem.
-Oto chodziło, kochanie.-Mruknąłem sam do siebie, zadowolony wchodząc do kabiny prysznicowej, gdzie odkręciłem ciepłą wodę. Nim zdążyłem sięgnąć po żel pod prysznic, poczułem jak ktoś, czyli nie kto inny jak Shota oplata swoje dłonie wokół mojego pasa.
-Zrobiłeś to specjalnie, prawda ?- Powiedział mi do ucha, a ja pokiwałem głową z uśmiechem. Odwróciłem swoją głowę lekko w prawo by po chwili lekko pocałować jego usta.
-Grzeczniej kochanie.-Powiedziałem w jego usta, gdy ten delikatnie swoimi opuszkami palców, masował moją męskość.
-Cśś.- Mimo moich słów Shota jak zwykle robił co chciał. A ja w tej chwili nie zamierzałem go od tego odpędzać. Zamiast tego zarzuciłem swoje dłonie na jego szyję, opierając głowę o jego obojczyk. Jego dłoń poruszała się w górę i w dół, sprawiając, że z moich ust co chwilę wydostawał się jęk. Było mi cholernie dobrze czując to coraz większe podniecenie. Jego ruchy stały się szybsze, a mój oddech zrobił to samo. Czułem, że niewiele mi brakuje do spełnienia, ale coś mi się zdawało, że mój chłopak ma jakiegoś asa w rękawie. I po chwili się o tym przekonałem, gdy jego ręka opuściła mojego pulsującego z podniecenia członka, kierując się przez mój brzuch, aż do mojego gardła, wsadzając mi jednego palca do buzi. Od razu zacząłem go powoli lizać, na sam koniec lekko go gryząc.
-Shota, ty mała cholero.- Mruknąłem patrząc na niego nieobecnym wzrokiem.- Nie baw się ze mną.- Poprosiłem nie mogąc znieść tego dłużej pomimo krótkiej chwili braku pieszczot z jego strony.
-Zrobisz coś dla mnie ?- Spytał, a ja od razu pokiwałem twierdzącą głową dotykając jego policzka. Zaśmiałem się kręcąc głową, zdając sobie właśnie z czegoś sprawę. Kiedy byłem podniecony i w mojej głowie krążyła tylko jedna myśl, byłem wstanie obiecać chłopakowi co tylko chciał. To był jego as. Znowu chciał coś ode mnie i wolał dostać to w taki sposób zamiast ładnie poprosić.- Skończ z tym całym gównem.- Z jego słowami, całe moje podniecenie uleciało, a moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Czułem się w tej chwili jakby ktoś oblał mnie zimną wodą.
-Wiesz, że tego nie zrobię, więc nigdy mnie o to nie proś.- Odwróciłem się w jego stronę i powiedziałem mu to patrząc prosto w jego oczy. Widząc, że nie zamierza powiedzieć nic więcej odepchnąłem go od siebie wychodząc z kabiny. Owinąłem się wokół pasa białym ręcznikiem i wyszedłem z łazienki idąc prosto do garderoby. Od razu sięgnąłem po śnieżnobiałą koszulę, czarne spodnie i tego samego koloru marynarkę. Ubierając to wszystko na siebie w ekspresowym tempie, wyszedłem z sypialni po drodze mijając Shote. Ubrałem jeszcze tylko buty i wyszedłem z domu kierując się do auta. Jadąc prosto do hotelu, od razu poszedłem do swojego pokoju, siadając za biurkiem. Cały dzień i większość nocy spędziłem na pracy. To właśnie robiłem, gdy chciałem o czymś zapomnieć, a zwłaszcza o tym, że z każdą kolejną prośbą chce coraz bardziej mu to obiecać.
Shota's POV
Będąc w sypialni zdołałem tylko zobaczyć, wyraz twarzy Adama, zanim wyszedł z pomieszczenia niczym burza. Głośno wzdychając poszedłem do garderoby ubierając na siebie koszulkę i dresy. Nie miałem zamiaru nigdzie wychodzić, w przeciwieństwie do Adama. Siadając na skórzanej kanapie w salonie, włączyłem telewizor, szukając czegoś co by przykuło moją uwagę. Tak naprawdę przyciskałem bezsensownie przycisk na pilocie będąc myślami przy Adamie. Kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić z faktem, że mój ojciec chcę za wszelką cenę wsadzić do więzienia mojego chłopaka, aż w końcu wymyśliłem żeby Adam rzucił to wszystko w cholerę, a wtedy może mój ojciec dałby sobie spokój z tym wszystkim. Kocham go jak cholera i to właśnie sprawia, że wszystko staję się skomplikowane. Miłość, która niedługo wszystko zniszczy, bo oczywiście mój plan poszedł w cholerę. Miałem cichą nadzieję, że się zgodzi, bo przecież kiedyś chciał to zrobić odbierając sobie życie, jednak zdałem sobie sprawę z tego, że to coś innego, niż to o co go prosiłem.
Nie wiedząc nawet kiedy, na dworze było już ciemno, a burza jak i uderzające krople deszczu o okna dawały o sobie znać. Nie sądziłem, że właśnie spędziłem dosłownie cały dzień na siedzeniu i nic nierobieniu. Wstając z kanapy, wyłączyłem telewizor co sprawiło, że przywitała mnie głucha cisza, dziwnie się czując już po kilku sekundach postanowiłem to zmienić włączając cicho grającą muzykę. Nie wiedząc co ze sobą zrobić nalałem sobie do kieliszka trochę czerwonego wina, powracając do tego co robiłem przez cały dzień.
Zdążyłem opróżnić prawię całą butelkę, zegar wybił północ, a Adama jak nie było tak nie było do tej pory. Zaczynałem się o niego martwić, jednak po chwili stwierdziłem, że jest już dużym chłopcem i sobie poradzi. Z resztą, on jest nie byle kim i gdyby ktoś chciałby mu coś zrobić, musiałby być naprawdę głupi i nie lubić swojego życia. Nagle do moich uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi, a ja mimo wszystko odetchnąłem cicho z ulgą. Po chwili ujrzałem go w salonie przemoczonego od stóp do głów. No i po co mu ten samochód hm ? Z głośnym westchnięciem podszedłem do niego od razu krzywiąc się. Był kompletnie pijany i ledwo trzymał się na nogach.
-Jak małe dziecko.-Mruknąłem pod nosem ściągając z niego marynarkę, i wtedy myślałem, że coś mnie trafi wyczuwając od niego damskie perfumy. Mimo wszystko zachowałem zimną krew pomagając mu doczłapać się do sypialni, gdzie od razu rzuciłem go na nasze łoże. Pochylając się nad nim ściągnąłem z niego wszystkie mokre ubrania po czym przykryłem go kołdrą. Zbierając z podłogi wszystkie jego ciuchy poszedłem do łazienki, gdzie powiesiłem je na suszarce, aby wyschły. Swoją drogą, coś było nie tak. Adam milczał, nie mówił nic, tylko dał doprowadzić się do prządku nie mówiąc ani słowa. Było to dziwne, ponieważ gdy wypije nigdy buzia mu się nie zamyka. Więc musiało się coś stać. A no tak ! Zabawiał się z jakąś dziwką ! Chociaż, sam do końca nie wiem czy to prawda, no i to do niego nie podobne. Wracając z powrotem do sypialni, usiadłem na brzegu łóżka koło Adama, delikatnie głaskając go po policzku.
-Adam ?- Powiedziałem pół szeptem uważnie ilustrując jego twarz.
-Hmm?- Mruknął mając zamknięte oczy. A już myślałem, że zasnął.
-Co się stało ?- Spytałem klękając na podłodze, jednocześnie nie przestając go głaskać.- Co tym razem zrobiłeś ?- Zadałem kolejne pytanie tym razem domyślając się co mogło być przyczyną jego milczenia.
-Znów to zrobiłem.- Powiedział cichym płaczliwym głosem, powoli otwierając swoje oczy.- Zabiłem kolejną dziewczynę.- Gdy to powiedział, przymknąłem na chwilę oczy, chcąc się tym sposobem trochę uspokoić. Nic nie mówiąc starłem z jego policzków łzy i pocałowałem go delikatnie w usta, kładąc się koło niego. Ten od razu odwrócił się w moją stronę mocno mnie do siebie przytulając. Adam pomimo tego, że był niezłym skurwielem i zrobił naprawdę dużo złego, nie mógł ukryć swojej prawdziwej strony. Strony w której był normalnym, wrażliwym facetem posiadającym sumienie.
W taki chwilach, za każdym razem zastanawiałem się nad tym jak to możliwe, że go kocham, że się w nim w ogóle zakochałem. Może mi ktoś to wytłumaczyć ? Dla czego kocham takiego drania mimo wszystko ? Próbując jednocześnie zrobić wszystko, aby nie spotkało go to co szykuję na niego mój Ojciec...
-Jak się spało?-Spytałem zachrypłym głosem. Zawsze taki miałem,gdy budziłem się ze snu.
-Cudownie.-Odpowiedział całując mnie krótko w usta. Korzystając z tego nieco przeciągnąłem pocałunek przez co usłyszałem śmiech Shoty.
-Drań.-Skomentował patrząc się na mnie roześmiany.
-Ale twój Drań.-Odpowiedziałem zadowolony przytulając się do jego cieplutkiego ciałka.-I jak, podoba Ci się ?-Spytałem ciekawy podnosząc się na rękach tak,że byliśmy skierowani twarzą w twarz.
-Masz na myśli seks czy dom ?-Mruknął uśmiechając się do mnie zadziornie.
-To i to.-Odpowiedziałem siadając na nim okrakiem.Podniósł się do pozycji siedzącej i nachylił się tuż nad moim uchem.
-Dom jest ładny, a seks jak zawsze zajebisty.- Wyszeptał mi do ucha, a ja zaśmiałem się z jego słów całując go w policzek.
-Masz jakieś szczególne życzenia dotyczące śniadania ?- Spytałem czując jak mój żołądek domagał się jedzenia.
-Hmmm.-Udając zamyślonego po chwili uśmiechnął się lubieżnie i delikatnie przyłożył swoje usta do moich.- A pan jest wliczony w menu ?- Na jego słowa przekręciłem teatralnie oczami, domyślając się, że taką odpowiedź uzyskam.
-Co za dużo to nie zdrowo kochanie, a poza tym jestem głodny !- Jego mina wyrażała niezadowolenie, a mnie to tylko rozśmieszyło. Zszedłem powoli z łóżka i poszedłem całkowicie nagi do łazienki.
-Teraz to na pewno samego nie zostawię Cię w tej cholernej łazience!- Usłyszałem jego krzyk zanim wszedłem do łazienki, przez co zaśmiałem się cicho pod nosem.
-Oto chodziło, kochanie.-Mruknąłem sam do siebie, zadowolony wchodząc do kabiny prysznicowej, gdzie odkręciłem ciepłą wodę. Nim zdążyłem sięgnąć po żel pod prysznic, poczułem jak ktoś, czyli nie kto inny jak Shota oplata swoje dłonie wokół mojego pasa.
-Zrobiłeś to specjalnie, prawda ?- Powiedział mi do ucha, a ja pokiwałem głową z uśmiechem. Odwróciłem swoją głowę lekko w prawo by po chwili lekko pocałować jego usta.
-Grzeczniej kochanie.-Powiedziałem w jego usta, gdy ten delikatnie swoimi opuszkami palców, masował moją męskość.
-Cśś.- Mimo moich słów Shota jak zwykle robił co chciał. A ja w tej chwili nie zamierzałem go od tego odpędzać. Zamiast tego zarzuciłem swoje dłonie na jego szyję, opierając głowę o jego obojczyk. Jego dłoń poruszała się w górę i w dół, sprawiając, że z moich ust co chwilę wydostawał się jęk. Było mi cholernie dobrze czując to coraz większe podniecenie. Jego ruchy stały się szybsze, a mój oddech zrobił to samo. Czułem, że niewiele mi brakuje do spełnienia, ale coś mi się zdawało, że mój chłopak ma jakiegoś asa w rękawie. I po chwili się o tym przekonałem, gdy jego ręka opuściła mojego pulsującego z podniecenia członka, kierując się przez mój brzuch, aż do mojego gardła, wsadzając mi jednego palca do buzi. Od razu zacząłem go powoli lizać, na sam koniec lekko go gryząc.
-Shota, ty mała cholero.- Mruknąłem patrząc na niego nieobecnym wzrokiem.- Nie baw się ze mną.- Poprosiłem nie mogąc znieść tego dłużej pomimo krótkiej chwili braku pieszczot z jego strony.
-Zrobisz coś dla mnie ?- Spytał, a ja od razu pokiwałem twierdzącą głową dotykając jego policzka. Zaśmiałem się kręcąc głową, zdając sobie właśnie z czegoś sprawę. Kiedy byłem podniecony i w mojej głowie krążyła tylko jedna myśl, byłem wstanie obiecać chłopakowi co tylko chciał. To był jego as. Znowu chciał coś ode mnie i wolał dostać to w taki sposób zamiast ładnie poprosić.- Skończ z tym całym gównem.- Z jego słowami, całe moje podniecenie uleciało, a moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Czułem się w tej chwili jakby ktoś oblał mnie zimną wodą.
-Wiesz, że tego nie zrobię, więc nigdy mnie o to nie proś.- Odwróciłem się w jego stronę i powiedziałem mu to patrząc prosto w jego oczy. Widząc, że nie zamierza powiedzieć nic więcej odepchnąłem go od siebie wychodząc z kabiny. Owinąłem się wokół pasa białym ręcznikiem i wyszedłem z łazienki idąc prosto do garderoby. Od razu sięgnąłem po śnieżnobiałą koszulę, czarne spodnie i tego samego koloru marynarkę. Ubierając to wszystko na siebie w ekspresowym tempie, wyszedłem z sypialni po drodze mijając Shote. Ubrałem jeszcze tylko buty i wyszedłem z domu kierując się do auta. Jadąc prosto do hotelu, od razu poszedłem do swojego pokoju, siadając za biurkiem. Cały dzień i większość nocy spędziłem na pracy. To właśnie robiłem, gdy chciałem o czymś zapomnieć, a zwłaszcza o tym, że z każdą kolejną prośbą chce coraz bardziej mu to obiecać.
Shota's POV
Będąc w sypialni zdołałem tylko zobaczyć, wyraz twarzy Adama, zanim wyszedł z pomieszczenia niczym burza. Głośno wzdychając poszedłem do garderoby ubierając na siebie koszulkę i dresy. Nie miałem zamiaru nigdzie wychodzić, w przeciwieństwie do Adama. Siadając na skórzanej kanapie w salonie, włączyłem telewizor, szukając czegoś co by przykuło moją uwagę. Tak naprawdę przyciskałem bezsensownie przycisk na pilocie będąc myślami przy Adamie. Kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić z faktem, że mój ojciec chcę za wszelką cenę wsadzić do więzienia mojego chłopaka, aż w końcu wymyśliłem żeby Adam rzucił to wszystko w cholerę, a wtedy może mój ojciec dałby sobie spokój z tym wszystkim. Kocham go jak cholera i to właśnie sprawia, że wszystko staję się skomplikowane. Miłość, która niedługo wszystko zniszczy, bo oczywiście mój plan poszedł w cholerę. Miałem cichą nadzieję, że się zgodzi, bo przecież kiedyś chciał to zrobić odbierając sobie życie, jednak zdałem sobie sprawę z tego, że to coś innego, niż to o co go prosiłem.
Nie wiedząc nawet kiedy, na dworze było już ciemno, a burza jak i uderzające krople deszczu o okna dawały o sobie znać. Nie sądziłem, że właśnie spędziłem dosłownie cały dzień na siedzeniu i nic nierobieniu. Wstając z kanapy, wyłączyłem telewizor co sprawiło, że przywitała mnie głucha cisza, dziwnie się czując już po kilku sekundach postanowiłem to zmienić włączając cicho grającą muzykę. Nie wiedząc co ze sobą zrobić nalałem sobie do kieliszka trochę czerwonego wina, powracając do tego co robiłem przez cały dzień.
Zdążyłem opróżnić prawię całą butelkę, zegar wybił północ, a Adama jak nie było tak nie było do tej pory. Zaczynałem się o niego martwić, jednak po chwili stwierdziłem, że jest już dużym chłopcem i sobie poradzi. Z resztą, on jest nie byle kim i gdyby ktoś chciałby mu coś zrobić, musiałby być naprawdę głupi i nie lubić swojego życia. Nagle do moich uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi, a ja mimo wszystko odetchnąłem cicho z ulgą. Po chwili ujrzałem go w salonie przemoczonego od stóp do głów. No i po co mu ten samochód hm ? Z głośnym westchnięciem podszedłem do niego od razu krzywiąc się. Był kompletnie pijany i ledwo trzymał się na nogach.
-Jak małe dziecko.-Mruknąłem pod nosem ściągając z niego marynarkę, i wtedy myślałem, że coś mnie trafi wyczuwając od niego damskie perfumy. Mimo wszystko zachowałem zimną krew pomagając mu doczłapać się do sypialni, gdzie od razu rzuciłem go na nasze łoże. Pochylając się nad nim ściągnąłem z niego wszystkie mokre ubrania po czym przykryłem go kołdrą. Zbierając z podłogi wszystkie jego ciuchy poszedłem do łazienki, gdzie powiesiłem je na suszarce, aby wyschły. Swoją drogą, coś było nie tak. Adam milczał, nie mówił nic, tylko dał doprowadzić się do prządku nie mówiąc ani słowa. Było to dziwne, ponieważ gdy wypije nigdy buzia mu się nie zamyka. Więc musiało się coś stać. A no tak ! Zabawiał się z jakąś dziwką ! Chociaż, sam do końca nie wiem czy to prawda, no i to do niego nie podobne. Wracając z powrotem do sypialni, usiadłem na brzegu łóżka koło Adama, delikatnie głaskając go po policzku.
-Adam ?- Powiedziałem pół szeptem uważnie ilustrując jego twarz.
-Hmm?- Mruknął mając zamknięte oczy. A już myślałem, że zasnął.
-Co się stało ?- Spytałem klękając na podłodze, jednocześnie nie przestając go głaskać.- Co tym razem zrobiłeś ?- Zadałem kolejne pytanie tym razem domyślając się co mogło być przyczyną jego milczenia.
-Znów to zrobiłem.- Powiedział cichym płaczliwym głosem, powoli otwierając swoje oczy.- Zabiłem kolejną dziewczynę.- Gdy to powiedział, przymknąłem na chwilę oczy, chcąc się tym sposobem trochę uspokoić. Nic nie mówiąc starłem z jego policzków łzy i pocałowałem go delikatnie w usta, kładąc się koło niego. Ten od razu odwrócił się w moją stronę mocno mnie do siebie przytulając. Adam pomimo tego, że był niezłym skurwielem i zrobił naprawdę dużo złego, nie mógł ukryć swojej prawdziwej strony. Strony w której był normalnym, wrażliwym facetem posiadającym sumienie.
W taki chwilach, za każdym razem zastanawiałem się nad tym jak to możliwe, że go kocham, że się w nim w ogóle zakochałem. Może mi ktoś to wytłumaczyć ? Dla czego kocham takiego drania mimo wszystko ? Próbując jednocześnie zrobić wszystko, aby nie spotkało go to co szykuję na niego mój Ojciec...
sobota, 24 stycznia 2015
Rozdział 4
Pokonując kamienną ścieżkę oraz dwa stopnie stanęliśmy na ganku,gdzie Adam odczepił od małego metalowego kółka jeden z dwóch kluczy i wręczył mi jeden.
-Otwórz.-Powiedział,a ja bez słowa włożyłem klucz i przekręciłem go lekko w lewo. W momencie,gdy usłyszałem charakterystyczny dźwięk otwieranego zamka złapałem za klamkę i pchnąłem drzwi. Moim oczom ukazał się mały korytarz,gdzie po prawej stronie stała duża wąska szafa,a obok niej wieszaki które jak się domyślam są przystosowane do wieszania kurtek. Natomiast po prawej stronie znajdowały się schody wykonane ze szkła.
-Na górze nie ma nic ciekawego. Są tam tylko pokoje gościnne i strych.-Widząc,że przyglądam się schodom Adam wyprzedził mnie odpowiadając na pytanie które bym zadał.-Choć pokaże Ci o wiele fajniejsze miejsce,które będziemy odwiedzać każdego dnia.-Łapiąc mnie za rękę po raz setny pociągnął mnie w nieznanym mi kierunku.
Otworzył pierwsze drzwi i znaleźliśmy się w korytarzu,który był połączony z salonem. Niestety nie dane mi było zobaczyć co znajduje się dalej,ponieważ niecierpliwy Adam pociągnął mnie w zupełnie przeciwnym kierunku. Nie wiedząc kiedy,jak i gdzie Adam wepchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia dopiero po chwili zdałem sobie sprawę,że to nasza sypialnia i od razu domyśliłem się dla czego Adam jest taki niecierpliwy. Wiedziałem co chciał teraz zrobić i w stu procentach podzielałem jego plany.
-Trzeba ochrzcić nowe łóżko. Nie sądzisz ?-Powiedział tym swoim seksownym głosem gdy jest napalony,łapiąc mnie za koszulkę dzięki czemu w ekspresowym tempie przyciągnął mnie do siebie od razu wpijając się w moje usta, Nie będąc dłużny zawiesiłem dłonie na jego szyi oddając pocałunek z takim samym zaangażowaniem co on. Jego ręce natomiast od razu powędrowały tam gdzie lubił najbardziej czyli na mój tyłek. W duchu zaśmiałem się z Adama z tego jaki bezpośredni potrafi być.
Po chwili oderwał się ode mnie na co jęknąłem cicho z niezadowolenia. Trzymając mnie w pasie swoimi pocałunkami zaczął zjeżdżać coraz niżej,zaczynając od linii mojej szczęki,a kończąc na szyi,gdzie zapewne zostawił niejedną malinkę.Pod wpływem jego dotyku przymknąłem oczy i odchyliłem lekko swoją głowę do tyłu aby dać mu większe pole do popisu.
Delikatnie zaczął kierować nas w stronę łóżka,aż w końcu poczułem pod kolanami skrawek mebla.Swoje dłonie położył na mojej klatce piersiowej i delikatnie pchnął mnie dzięki czemu moje kolana ugięły się,a moje ciało swobodnie opadło na miękki materac.
Adam's POV
Patrząc tak na niego, bezbronnego i tylko mojego, nie wytrzymałem i jak wygłodniałe zwierze rzuciłem się na niego i złapałem jego twarz w dłonie mocno całując.Zaczął mruczeć w moje usta co jeszcze bardziej mnie podnieciło. Odrywając się od jego słodkich usteczek ściągnąłem z niego koszulkę i odpiąłem pasek od jego spodni od razu wyciągając go ze szlufek. Spragniony na nowo złączyłem nasze usta odczuwając pewnego rodzaju ulgę.
Dotykałem każdy zakamarek jego ciała oddając się wirowi żarliwych pocałunków. Swoje dłonie umieścił na mojej szyi przybliżając mnie jeszcze bardziej jego ciała przez co nasz pocałunek jeszcze bardziej się pogłębił,a nasze języki tańczyły w erotycznym tańcu. Oderwałem się od jego słodkich usteczek i zacząłem całować jego wyeksponowaną szyję. Wplątał swoje palce w moje włosy wzdychając do mojego ucha.
-Adam.-Wyszeptał. Poczułem jak rozpina moją białą koszulę jak i krawat,a następnie wkłada dłonie pod materiał gładząc mój tors. Odsunąłem się od jego szyi i pomogłem mu pozbyć się mojej górnej części garderoby.
Po chwili odwrócił nas tak,że to teraz on górował. Podobało mi się,gdy czasem brał sprawę w swoje ręce. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął składać mokre pocałunki na mojej klatce piersiowej. Zrobiło mi się strasznie gorąco,a mój "kolega"zaczął wariować. Podniósł swoją głowę i uśmiechnął się niewinnie czując pewnie moje wybrzuszenie na spodniach.
Zakrył mnie swoim ciałem,a ja sięgnąłem do zamka od jego spodni. Zamaszystym ruchem ściągnąłem je rzucając na podłogę koło łóżka. Na nowo dominując nad Shotą zarzucił swoje dłonie na moją szyję całując mnie żarliwie, odwzajemniałem pocałunki z cichym pomrukiem zadowolenia.
Przyglądając się jego ciału,jedną ręką masowałem jego sutek,a drugą pozbyłem się jego bokserek.
Niepodziewanie Shota przewrócił nas tak,że to teraz on górował. Zaczął rozpinać mi zamek od spodni patrząc mi prosto w oczy. Tak bardzo go pragnąłem,czułem,że zaraz nie wytrzymam.Pozwalając mu pozbyć się moich spodni oraz bielizny,dotykał moją klatkę kreśląc na niej niewidzialne wzorki dzięki czemu przyprawiał mnie o dreszcze. Dosyć tego dobrego. Przewróciłem nas znowu górując,położyłem się na nim brutalnie go całując.Zawył z rozkoszy kiedy włożyłem jeden palec do jego dziurki,wcześniej podkładając pod jego tyłeczek jedną z wielu poduszek jakie znajdowały się na łóżku.Poruszał się niespokojnie,poruszając biodrami.
Zamknął oczy kiedy zacząłem całować jego szyję,nie przestając poruszać palcami w jego wnętrzu.Westchnął głośno łapiąc mnie za ramiona.
-Kocham Cię.-Jęknął dusząc się rozkoszą jaką mu dawałem. Wyciągnąłem palce z jego wnętrza,na co oburzony zadrapał mnie na plecach.
-Zajmij się mną,dzisiejsza praca mnie wykończyła..-Wyszeptałem mu do ucha,swobodnie jeżdżąc dłonią po jego ciele.
-Taki z ciebie ogier,że nawet nie możesz mnie wziąć.-Zachichotał,kokieteryjnie liżąc moją klatę. Odwrócił nas po raz kolejny tego dnia siadając na mnie okrakiem. Odchylił się do tyłu,powoli się podnosząc. Po chwili wbił się w moją męskość z cichym jękiem. Spoglądałem na jego twarz wygiętą w spazmach rozkoszy po czym położyłem dłoń na jego udzie.
Westchnąłem przeciągle czując niewyobrażalną przyjemność jaką dawał mi mój ukochany. Powoli podciągnąłem się po czym złapałem za jego twarz przyciągając go do siebie. Jęknął w moje usta przyśpieszając swoje ruchy. Złączyliśmy swoje języki pieszcząc się nawzajem. Całując mnie błądził dłońmi po mojej klatce piersiowej,a ja bawiłem się jego sutkami. Zaczął coraz szybciej poruszać swoimi biodrami,czułem,że zaraz dojdę przez jego jęki,które były słychać pewnie w całym domu.
-Och.-Jęknął,a jego oczy zaszły mgłą. Dalej poruszał biodrami, a ja czując,że jestem cholernie blisko zacząłem go naprowadzać. Po paru sekundach jęknęliśmy oboje głośno informując o naszym orgazmie. Przez chwile nie poruszaliśmy się czując przyjemne dreszcze jakie rozchodziły się po naszych ciałach. Nie wychodząc z niego przewróciłem go tak,że leżał pode mną.
-Zaraz zobaczysz jaki ze mnie ogier.-Uśmiechnąłem się chytrze opierając łokcie po obu stronach jego twarzy.Nie czekając zacząłem mocno się w nim poruszać. Shota całował się ze mną żarliwie,krzycząc jak szalony.O tak, tego było mi trzeba. Złapałem za jego dłonie,chcąc go zniewolić,trzymałem je na jego głową całując jego sutki. Mruczał na przemian głośno jęcząc.
Poruszałem się jak szalony, złapałem za jego pośladki na co zajęczał wniebogłosy zarzucając dłonie na moją szyję.Po chwili po raz kolejny doszedłem wylewając się w jego wnętrzu,a Shota brudząc swoim nasieniem mój jak i swój brzuch.
Pocałowałem go namiętnie,a następnie z niego wyszedłem kładąc się obok głęboko oddychając.
-Było wspaniale.-Powiedziałem całując go w policzek.
-Mhm.-Mruknął już na wpół śpiący. Zaśmiałem się tylko i przykryłem nas cienką kołdrą przytulając się do jego klatki piersiowej. Musiały wykończyć go nasze czułości skoro od razu poszedł spać. Ja również byłem zmęczony dlatego zamknąłem oczy,a Morfeusz od razu zabrał mnie do swojej krainy...
-Otwórz.-Powiedział,a ja bez słowa włożyłem klucz i przekręciłem go lekko w lewo. W momencie,gdy usłyszałem charakterystyczny dźwięk otwieranego zamka złapałem za klamkę i pchnąłem drzwi. Moim oczom ukazał się mały korytarz,gdzie po prawej stronie stała duża wąska szafa,a obok niej wieszaki które jak się domyślam są przystosowane do wieszania kurtek. Natomiast po prawej stronie znajdowały się schody wykonane ze szkła.
-Na górze nie ma nic ciekawego. Są tam tylko pokoje gościnne i strych.-Widząc,że przyglądam się schodom Adam wyprzedził mnie odpowiadając na pytanie które bym zadał.-Choć pokaże Ci o wiele fajniejsze miejsce,które będziemy odwiedzać każdego dnia.-Łapiąc mnie za rękę po raz setny pociągnął mnie w nieznanym mi kierunku.
Otworzył pierwsze drzwi i znaleźliśmy się w korytarzu,który był połączony z salonem. Niestety nie dane mi było zobaczyć co znajduje się dalej,ponieważ niecierpliwy Adam pociągnął mnie w zupełnie przeciwnym kierunku. Nie wiedząc kiedy,jak i gdzie Adam wepchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia dopiero po chwili zdałem sobie sprawę,że to nasza sypialnia i od razu domyśliłem się dla czego Adam jest taki niecierpliwy. Wiedziałem co chciał teraz zrobić i w stu procentach podzielałem jego plany.
-Trzeba ochrzcić nowe łóżko. Nie sądzisz ?-Powiedział tym swoim seksownym głosem gdy jest napalony,łapiąc mnie za koszulkę dzięki czemu w ekspresowym tempie przyciągnął mnie do siebie od razu wpijając się w moje usta, Nie będąc dłużny zawiesiłem dłonie na jego szyi oddając pocałunek z takim samym zaangażowaniem co on. Jego ręce natomiast od razu powędrowały tam gdzie lubił najbardziej czyli na mój tyłek. W duchu zaśmiałem się z Adama z tego jaki bezpośredni potrafi być.
Po chwili oderwał się ode mnie na co jęknąłem cicho z niezadowolenia. Trzymając mnie w pasie swoimi pocałunkami zaczął zjeżdżać coraz niżej,zaczynając od linii mojej szczęki,a kończąc na szyi,gdzie zapewne zostawił niejedną malinkę.Pod wpływem jego dotyku przymknąłem oczy i odchyliłem lekko swoją głowę do tyłu aby dać mu większe pole do popisu.
Delikatnie zaczął kierować nas w stronę łóżka,aż w końcu poczułem pod kolanami skrawek mebla.Swoje dłonie położył na mojej klatce piersiowej i delikatnie pchnął mnie dzięki czemu moje kolana ugięły się,a moje ciało swobodnie opadło na miękki materac.
Adam's POV
Patrząc tak na niego, bezbronnego i tylko mojego, nie wytrzymałem i jak wygłodniałe zwierze rzuciłem się na niego i złapałem jego twarz w dłonie mocno całując.Zaczął mruczeć w moje usta co jeszcze bardziej mnie podnieciło. Odrywając się od jego słodkich usteczek ściągnąłem z niego koszulkę i odpiąłem pasek od jego spodni od razu wyciągając go ze szlufek. Spragniony na nowo złączyłem nasze usta odczuwając pewnego rodzaju ulgę.
Dotykałem każdy zakamarek jego ciała oddając się wirowi żarliwych pocałunków. Swoje dłonie umieścił na mojej szyi przybliżając mnie jeszcze bardziej jego ciała przez co nasz pocałunek jeszcze bardziej się pogłębił,a nasze języki tańczyły w erotycznym tańcu. Oderwałem się od jego słodkich usteczek i zacząłem całować jego wyeksponowaną szyję. Wplątał swoje palce w moje włosy wzdychając do mojego ucha.
-Adam.-Wyszeptał. Poczułem jak rozpina moją białą koszulę jak i krawat,a następnie wkłada dłonie pod materiał gładząc mój tors. Odsunąłem się od jego szyi i pomogłem mu pozbyć się mojej górnej części garderoby.
Po chwili odwrócił nas tak,że to teraz on górował. Podobało mi się,gdy czasem brał sprawę w swoje ręce. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął składać mokre pocałunki na mojej klatce piersiowej. Zrobiło mi się strasznie gorąco,a mój "kolega"zaczął wariować. Podniósł swoją głowę i uśmiechnął się niewinnie czując pewnie moje wybrzuszenie na spodniach.
Zakrył mnie swoim ciałem,a ja sięgnąłem do zamka od jego spodni. Zamaszystym ruchem ściągnąłem je rzucając na podłogę koło łóżka. Na nowo dominując nad Shotą zarzucił swoje dłonie na moją szyję całując mnie żarliwie, odwzajemniałem pocałunki z cichym pomrukiem zadowolenia.
Przyglądając się jego ciału,jedną ręką masowałem jego sutek,a drugą pozbyłem się jego bokserek.
Niepodziewanie Shota przewrócił nas tak,że to teraz on górował. Zaczął rozpinać mi zamek od spodni patrząc mi prosto w oczy. Tak bardzo go pragnąłem,czułem,że zaraz nie wytrzymam.Pozwalając mu pozbyć się moich spodni oraz bielizny,dotykał moją klatkę kreśląc na niej niewidzialne wzorki dzięki czemu przyprawiał mnie o dreszcze. Dosyć tego dobrego. Przewróciłem nas znowu górując,położyłem się na nim brutalnie go całując.Zawył z rozkoszy kiedy włożyłem jeden palec do jego dziurki,wcześniej podkładając pod jego tyłeczek jedną z wielu poduszek jakie znajdowały się na łóżku.Poruszał się niespokojnie,poruszając biodrami.
Zamknął oczy kiedy zacząłem całować jego szyję,nie przestając poruszać palcami w jego wnętrzu.Westchnął głośno łapiąc mnie za ramiona.
-Kocham Cię.-Jęknął dusząc się rozkoszą jaką mu dawałem. Wyciągnąłem palce z jego wnętrza,na co oburzony zadrapał mnie na plecach.
-Zajmij się mną,dzisiejsza praca mnie wykończyła..-Wyszeptałem mu do ucha,swobodnie jeżdżąc dłonią po jego ciele.
-Taki z ciebie ogier,że nawet nie możesz mnie wziąć.-Zachichotał,kokieteryjnie liżąc moją klatę. Odwrócił nas po raz kolejny tego dnia siadając na mnie okrakiem. Odchylił się do tyłu,powoli się podnosząc. Po chwili wbił się w moją męskość z cichym jękiem. Spoglądałem na jego twarz wygiętą w spazmach rozkoszy po czym położyłem dłoń na jego udzie.
Westchnąłem przeciągle czując niewyobrażalną przyjemność jaką dawał mi mój ukochany. Powoli podciągnąłem się po czym złapałem za jego twarz przyciągając go do siebie. Jęknął w moje usta przyśpieszając swoje ruchy. Złączyliśmy swoje języki pieszcząc się nawzajem. Całując mnie błądził dłońmi po mojej klatce piersiowej,a ja bawiłem się jego sutkami. Zaczął coraz szybciej poruszać swoimi biodrami,czułem,że zaraz dojdę przez jego jęki,które były słychać pewnie w całym domu.
-Och.-Jęknął,a jego oczy zaszły mgłą. Dalej poruszał biodrami, a ja czując,że jestem cholernie blisko zacząłem go naprowadzać. Po paru sekundach jęknęliśmy oboje głośno informując o naszym orgazmie. Przez chwile nie poruszaliśmy się czując przyjemne dreszcze jakie rozchodziły się po naszych ciałach. Nie wychodząc z niego przewróciłem go tak,że leżał pode mną.
-Zaraz zobaczysz jaki ze mnie ogier.-Uśmiechnąłem się chytrze opierając łokcie po obu stronach jego twarzy.Nie czekając zacząłem mocno się w nim poruszać. Shota całował się ze mną żarliwie,krzycząc jak szalony.O tak, tego było mi trzeba. Złapałem za jego dłonie,chcąc go zniewolić,trzymałem je na jego głową całując jego sutki. Mruczał na przemian głośno jęcząc.
Poruszałem się jak szalony, złapałem za jego pośladki na co zajęczał wniebogłosy zarzucając dłonie na moją szyję.Po chwili po raz kolejny doszedłem wylewając się w jego wnętrzu,a Shota brudząc swoim nasieniem mój jak i swój brzuch.
Pocałowałem go namiętnie,a następnie z niego wyszedłem kładąc się obok głęboko oddychając.
-Było wspaniale.-Powiedziałem całując go w policzek.
-Mhm.-Mruknął już na wpół śpiący. Zaśmiałem się tylko i przykryłem nas cienką kołdrą przytulając się do jego klatki piersiowej. Musiały wykończyć go nasze czułości skoro od razu poszedł spać. Ja również byłem zmęczony dlatego zamknąłem oczy,a Morfeusz od razu zabrał mnie do swojej krainy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)